Trzy zwyczaje, którymi utrudniasz sobie życie

Jakiś czas temu pisałam o zwyczajach, które praktykuję, by zautomatyzować decyzję o tym, co kupić/uszyć/ubrać. Dzisiaj chciałabym spojrzeć na kwestię zwyczajów od drugiej strony i wymienić te złe, które zakorzeniły się u mnie. Pojawienie się ich spowodowane jest pośpiechem, brakiem dbałości o szczegóły.

Dzieją się automatycznie i dopiero na bardzo ważnym spotkaniu czy wystąpieniu orientuję się, że znowu to zrobiłam, choć tyle razy obiecywałam sobie, że już nie będę.

1. Gumka na nadgarstku


Jednym ze zwyczajów neutralnych jest noszenie rozpuszczonych włosów na ulicy i upiętych w kok w domu. Kok potrzebuje jednak pomocy gumki do włosów i tu zaczyna się cały szkopuł.

Nie jest tak, że spędzam 8 godzin poza domem, a potem wracam, wskakuję w dresik i nie wyściubiam już nosa poza mieszczanie. Szczególnie w Moskwie, w której mieszkam blisko centrum, lubię wrócić do domu na obiad lub krótką drzemkę i dalej ruszać w miasto.

Często kończy się tak, że w przechodzeniu z trybu domowego do trybu ulicznego zapominam o gumce do włosów, która często ląduje na nadgarstku.

Wygląda to dosyć głupio i nieprofesjonalnie, kiedy idę np. na wywiad. Dwoję się i troję, żeby zaprezentować się z jak najlepszej strony, a taka gumka psuje cały efekt.

 Jak sobie z tym radzić? Zaczęłam nosić zegarek, który zajmuje poprzednie stałe miejsce gumki.


2. Rajstop nie da się nosić w nieskończoność


Moje dosyć ekologiczne - jak to sie teraz mówi - podejście do ubrań objawia się tym, że noszę je do końca. Dopóki są w stanie spełniać swoją funkcję - nie wyrzucam! Ma to niestety i swoje wady, jak każde ekstremum.

Z rajstopami akurat przesadzam. Drą się, powstają na nich kulki, ale noszę je dalej, bo kto będzie patrzył na moje nogi?

Dostałam ostatnio nauczkę, kiedy przeprowadzałam bardzo ważny wywiad. Uśmiecham się, staram się rozluźnić. Zakładam nogę na nogę, patrzę, a moje kolano pokrywa bliżej niezindentyfikowana faktura. Masakra.

 Jak sobie z tym radzić? Zapas kilku par rajstop ani trochę nie wpisuje się w świętą zasadę minimalistów - nie gromadzić - ale potrafi uratować nas przed tego typu wpadką.


3. Buty trzeba pastować

Tym razem nie tyle zły nawyk, a raczej brak nawyku. Ile razy zdarzyło mi się biec z wywieszonym językiem na ważne spotkanie, spojrzeć w dół i pomyśleć "<bardzo niecenzuralne słowo> znowu nie wypastowałam butów!". Taką wpadkę również zaliczyłam w ostatnim czasie. Mówiłam o semiotyce ubioru (czyli tym, co komunikujemy poprzez odzież), a sama miałam na sobie brudne buty mówiące "nie poświęciłam tych 5 minut, żeby wypastować buty i okazać szacunek rozmówcy".

 Jak sobie z tym radzić? Rosjanie są nadzwyczaj zapobiegliwi w tej kwestii i właściwie w każdym sklepie spożywczym można kupić poręcznie gąbki, którymi w mgnieniu oka da się oczyścić buty. Bardzo chciałabym wprowadzić ten patent do swojego życia.

 Nawyków tego typu znalazłoby się pewnie jeszcze więcej, dlatego chciałabym wrócić do tematu. Jestem bardzo ciekawa, jakiego rodzaju zwyczaje związane z ubieraniem się (zależne tylko od Was) przeszkadzają Wam w codziennym życiu?