Majowe szury-mury

Większość blogowych podsumowań miesiąca zaczyna się od sformułowań typu "kiedy ten miesiąc minął?", "dopiero co publikowałam podsumowanie poprzedniego miesiąca, a już skończył się kolejny". Nie będę w tym oryginalna, ale nie wiem, gdzie się podział maj.

 Tegoroczny maj przypomina mi piosenkę Jacka Kaczmarskiego "Wojna postu z karnawałem". Z tym że u mnie była to raczej wojna pracy z odpoczynkiem. Zaczęło majówką, o której opowiadałam wszystkim moim rosyjskim znajomym. W wyniku rozmów powstało piękne dające zapisać się cyrylicą słowo: майовка.

 1. Jednodniowe wycieczki


W maju udało mi się odwiedzić trzy podmoskiewskie miejscowości: Krasnogorsk, Pawłowski Posad i Chimki. W Pawłowskim Posadzie produkuje się ludowe chusty, w Chimkach mieściła się fabryka zegarków Slava, w Krasnogorsku - w zasadzie nie ma nic ciekawego, choć paradoksalnie właśnie tam spędziłam najwięcej czasu.

Najciekawszym przeżyciem była jednak podróż kolejką podmiejską tzw. elektriczką. Pomijając nawet to, że jakiś pies zasnął na mojej stopie, a mi było wstyd się odezwać - była to godzina czystego szaleństwa. Od zwierząt, przez adoratorów i sprzedawców- szklanek, książek, piwa, gadżetów patriotycznych, zabawek i domowych potraw.

Nie mogłam nie pomyśleć o zasłyszanej w szczecińskim barze mlecznym złotej myśli. Pewien jegomość powiedział, że podróż koleją ma się do innych środków transportu tak jak seks z miłością swojego życia do spotkania z prostytutką.


2. Praca, praca


Kiedy już wróciłam z wycieczek, wpadłam z wir pracy. Udało mi się nawiązać kontakty, a dzięki nim również złapać zlecenia, które mogą odbić się echem na większą skalę. Jestem strasznie podekscytowana, ale na razie nic Wam jeszcze nie mogę powiedzieć.

Powiem jedno - odkryłam magię pracy poza domem. Większą część maja (kiedy nie było mnie w Parku Gorkovo) spędziłam z laptopen w stołówce "pałacu kultury". Jakież to cudowne uczucie nie siedzieć w końcu z masą pracy w ciasnym pokoju. Testuję ostatnio nowe miejsca do pracy - o dziwo nie najgorzej wypada też metro i tworzenie pierwszej wersji tekstu na telefonie.


3. Spacery nad rzeką


Po rozwiązanie to sięgnęłam dopiero, gdy doszło do mnie, że właściwie cały czas pracuję. Godziny mijały, rytm dobowy rozregulowywał się coraz bardziej... Objawem geniuszu okazało się połączenie faktów: 1. potrzebuję ruchu 2. mieszkam kilometr od rzeki. Codzienne spacery okazały się być zbawienne.


4. A co po spacerze?


Jeśli znasz mnie choć trochę, wiesz, że nie umiem narysować prosto kreski na powiece, nie znoszę balsamów, a moim ulubionym kosmetykiem jest woda z mydłem. Jaką że rewolucję odczułam, kiedy zamarzyła mi się maseczka. Raz, drugi, trzeci (czwartego nie było xd). Po powrocie do Berlina wrócę pewnie do smarowania twarzy spirulinową papka, na razie rozkoszuje się gotowymi maseczkami w płatku.


5. Podcast "To sie oplaca"


Klasyczne szury-mury to cztery punkty ze świata, o świecie, o wszystkim i o niczym i jeden podcast (czasem więcej). Maj upłynął mi pod znakiem podcastu "To się opłaca" Agnieszki Skupieńskiej. Agnieszka była freelancerką, kiedy większość społeczeństwa zapewne nie wiedziała jeszcze, że istnieje taka możliwość (sama zaliczam się do tej grupy). Jej rady bazują na doświadczeniu, a dzięki ubraniu w świetną formę, słucha się ich z przyjemnością.

 

P.S. Ostatnie dni maja przyniosła niezbyt przyjemna niespodziankę - zepsuł mi się laptop. Los nie chce widocznie, żebym tyle pracowała i skutecznie mi to uniemożliwia. Mam nadzieję, że nie będzie to miało wpływu na funkcjonowanie bloga ;)