Po dłuższej przerwie wracam z siedemnastowiecznymi (już!) szerokopojętymi inspiracjami. Obrazy na pozór zwykłe, choć pełne detali niewidocznych na pierwszy rzut oka. Filmy odkrywające tajemnice epoki. Współczesna moda pełna nawiązań.

Obrazy

Portret hrabiny Inés de Zúñiga pędzla Juana Carreño de Miranda (1660 – 1670)

Hrabina Monterrey ubrana jest w dość typowy dla hiszpańskiego dworu strój z okresu drugiej połowy XVII wieku. Ramiona są mocne, bogato zdobione, spódnicę pokrywają dwie boczne klapy (ang. flap), a zawiązana wokół talii różnowa wstążka podtrzymuje małą torebkę.

 


Portret Frances Carr  autorstwa Williama Larkina (1610-1613).

Urodzona jako Frances Howard angielska arystokratka, rozwódka, kobieta skandalizująca. Podejrzana i skazana za otrucie Sir Thomasa Overburiego, który sprzeciwiał się jej ponownemu małżeństwu. O Somersecie, drugim mężu Carr, mówiono: Gdyby nie spotkał tej kobiety, mógłby być całkiem dobrym człowiekiem.      

 

 

 

Portret Susanny Temple Corneliusa Johnsona (1620)

Urodzona w Londynie w szlacheckiej niemiecko-flamandzkiej rodzinie. Na portrecie przedstawiona w kolczyku z motywem ptaka. Ptaka obecnego również w herbie rodziny Temple.

Filmy

Dziewczyna z perłą (2003)

Reż. Peter Webber

Film snujący historię wokół obrazu „Dziewczyna z perłą” autorstwa Jana Vermeera. Nie jest oparty na żadnych źródłach historycznych, a jest jedynie adaptacją powieści „Dziewczyna z perłą: Tracy Chevalier.

 

Pogromca czarownic (1968)

Film dzieje się w trakcie angielskiej wojny domowej (1642-1651). Opowiada historię samozwańczego łowcy czarownic, który wykorzystując trudną sytuacje w kraju, zaczyna podżegać prosty lud do procesów o czasy.  

Współczesne nawiązania

 

 

Na Facebooku pisałam ostatnio o tym, dlaczego niektóre stroje wychodzą z użycia, żeby nie powiedzieć mody. Nie będziemy więc płakać nad tym, że nie nosimy już tych pięknych suknii. A może jest coś w siedemnastowiecznej modzie, co włączyłybyście o swojej garderoby?

 

 

 

 

Już po raz drugi biorę udział w wyzwaniu Doroty z bloga Kameralna. Zasady wyzwania są dość proste - przez dziesięć dni nosimy jedynie dziesięć sztuk ubrań (okrycia wierzchnie się nie liczą, za to buty już tak). Poprzednią – a jednocześnie pierwszą – edycję wyzwania, w której brałam udział, wzięłam bardzo na poważnie. Usiadłam z kartką, rozpisałam sobie wszystkie dni po kolei i bardzo starałam się tej rozpiski trzymać. Tym razem było inaczej. Decyzję o wzięciu udziału w wyzwaniu podjęłam, spędzając weekend w Berlinie. Postanowiłam faktycznie sprawdzić swoją szafę w praktyce bez zbędnego nienaturalnego planowania.

Efektem ubocznym spontanicznego działania było z pewnością to, że zamiast dziesięciu ubrań, w wyzwaniu wzięło udział tylko osiem sztuk. Okazało się, że więcej nie potrzebuję ;)

 

 

Ubrania, które wzięly udział w wyzwaniu:

Granatowa sukienka – uszyta w latach 50. na podlaskiej wsi. Pierwszą jej właścicielką była moja Babcia. O sukience nigdy nie udało mi się dowiedzieć zbyt wiele. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni.

Sukienka w kraby – bardzo przypadkowa rzecz w mojej szafie. Powstała w czasie jednej z wizyt w ulubionych sklepie z materiałami. Od krabów nie mogłam oderwać oczu. Dopiero potem zorientowałam się, ze obok krabów widnieje też logo Roberto Cavalli. Tak dowiedziałam się o tego typu zabiegach.

 

 

Brązowa sukienka – sukienka bez historii, kupiona w lumpeksie. Wiem tylko tyle, że wykonana została w Wielkiej Brytanii z wiskozy.

Czarna koszulka – pożyczona od Mamy, pochodząca zapewne z jakiejś sieciówki. Towarzyszy mi w oczekiwaniu na przesyłkę z Bialconu (wreszcie przyjdą przyzwoite czarne topy).

 

 

Czarna spódnica – identyczną – uszytą w latach 80. – nosiła kiedyś moja Mama, potem ja, ale czymś ją poplamiłam. Krawcowa uszyła mi identyczną na wzór starej spódnicy.

Czarny żakiet – kolejna rzecz szyta przez krawcową. Mam go już dosyć długo. Powstał jeszcze w czasach, kiedy żakiety nosiłam na co dzień. Teraz chodzę w nim najczęściej do pracy.

 

 

Bluza – największe odkrycie tego wyzwania. W Rosji było za zimno, by móc ją przetestować. Rodzaj materiału (wiskoza) i jego forma (drobna siatka) sprawiają, że jest to idealne okrycie w upalne dni i zapewni mi – co często słyszę od znajomych – efekt moskiewskiej opalenizny (tak, jestem biała).

Espadryle – wykonane oczywiście w Polsce. Spędziłam w nich wszystkie cieplejsze dni przez ostatnie dwa i pół roku. Teraz zamówiłam kolejne, dokładnie takie same, tylko w kolorze odpowiednim do pracy. Nie wyobrażam już sobie, żebym miała wrócić do sandałów.

 

 

Podsumowanie

  1. O ile poprzednim razem (a było to w lutym) czułam się bardziej wyluzowana, mając niewielki wybór ubrań, o tyle tym razem byłam dosyć poirytowana. Co się zmieniło? Pogoda. Góry szły do prania po jednym założeniu i cały czas miałam z tyłu głowy, że trzeba zdążyć z praniem, bo co ja założę i nie będzie to zgodne z zasadami, i co to będzie. Wdech – wydech. Trochę mnie to irytowało.
  2. Niby nic wielkiego, ale w końcu przetestowałam siateczkową bluzę kupioną w lumpeksie. Kolega, z którym robiłam wtedy zakupy, bardzo namawiał mnie do kupna, a ja zwyczajnie nie wiedziałam, czy będę ją nosić. Teraz już wiem. Będę.
  3. Bluza ta uświadomiła mi też, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat zmienił się mój sposób ubierania latem. Kiedyś oczywistym było spędzenie tych dwóch – w porywach do trzech – miesięcy w kusej bluzeczce i japonkach. Trochę się zmieniło – bluzki na ramiączkach noszę teraz głównie po domu (choć w czasie upałów wyszłabym w niej na ulice, odkrytemu pępkowi mówię za to stanowcze nie), japonki – na basenie. Na co dzień opuszczam teraz dom w sukienkach z krótkim rękawkiem i espadrylach. Niezależnie od tego, czy biorę udział w wyzwaniu.
  4. Uwaga: oszukiwałam! Żeby nie było, że nic nie mówiłam. Któregoś z ostatnich dni trwania wyzwania Szczecin nawiedził deszcz. Wielka obrzydliwa ściana deszczu. Espadryle umarły i schły kolejne 3 dni, a ja wrócilam do domu w butach mojego chłopaka (jedynie o cztery rozmiary za dużych). W następnych dniach chodziłam w butach Mamy i nie byłam zachwycona.

 

 

Dajcie mi koniecznie znać, czy braliście kiedyś udział w jakimś minimalistycznym wyzwaniu i co o nich myślicie. Miłego weekendu Wam życzę!

Z każdym kolejnym miesiącem jestem coraz bardziej podekscytowana każdym odcinkiem postów dotyczących historii mody – dzisiaj zapraszam Was na część siódmą. Przenosimy się do XVII wieku.

1.Po wczytaniu się w losy historii ubioru szybko można zauważyć, że większości trendów nie dyktują projektanci, a pojawiają się one raczej wskutek przypadku (często kryzysu finansowego). Tak było też w roku 1615 we Francji, kiedy szlachta zubożała i nietrwałe pończochy zastąpiła tymi wykonywanymi z sukna. W ślad za nimi poszły inne klasy społeczne.

Maria Farnese na portrecie Matteo Lovesa (lata 20. XVII wieku)

 

2.Miesiąc temu pisałam o hiszpańskich sukniach maskujących stan błogosławiony. W XVII wieku wiele się w tym temacie nie zmieniło. Dużą popularnością cieszyły się suknie szyte na wzór sukni Madame de Montespan, która chciała zamaskować swoją ciążę.

Portret mężczyzny autorstwa Nicolasa de Largillière (1710)

 

3.W czasach Ludwika XIV kapelusze ustąpiły miejsca ogromnym perukom. W dobrym tonie było jednak noszenie kapelusza pod pachą.

Portret nieznanego artysty

 

4.Jednym z najciekawszych siedemnastowiecznych fenomenów były muszki. Były to maleńkie kropki z czarnej tafty, mające za zadanie komunikować rozmówcy zamiary nieśmiałych panienek.

Autoportret malarza Cornelisa Vosa z żoną Suzanne Cock i dziećmi (1634)

 

5.Stroje w Anglii, Niemczech i Holandii nie różniły się od siebie. Wspólną cechą tych trzech krajów była też fascynacja Francją wsród wyższych klas społecznych. Moda francuska dochodziła tam z pewnym opóźnieniem, ulegała też różnym modyfikacjom. Modyfikacje te powodował lokalny styl życia, miejscowe preferencje i zdolności tamtejszych krawców.

Bibliografia:
Boucher, François: Historia mody. Dzieje ubiorów od czasów prehistorycznych do końca XX wieku. Warszawa: Arkady 2009. Str. 215-255.

Dzisiejszy odcinek skonstruowałam tak, by na powyższych przykładach wyjaśnić funkcjonowanie trendów. Opowiem o tym w pierwszym odcinku podcastu – swoją drogą będzie to pierwszy podcast o modzie w Polsce! Dajcie mi koniecznie znać, czego chcielibyście się z tego podcastu dowiedzieć :)

Przyznaję się bez bicia. Numer dotyczący mody etyczniej jest pierwszym, który wpadł mi w ręce. Gdyby nie Marta Karwacka z bloga How to Wear Fair, pewnie bym się nawet o nim nie dowiedziała.

Mój egzemplarz jest już trochę pognieciony – czytany był w autobusie, w drodze, w łóżku, w kawiarni. Ciekawsze fragmenty popodkreślane – bez tego nie umiem już czytać. Treść numeru – wstępnie przetrawiona.

Zapraszam Was po 10 powodów, dla których warto przeczytać ten numer ;)

1. Tę gazetę można czytać

Magazyny modowe oraz te, które za modowe się uważają,  przyzwyczaiły nas do tego, że raczej się je ogląda niż czyta. Nie tym razem! Uprzedzam – ta gazeta zawiera bardzo dużo literek. Dużo więcej literek niż obrazków, choć część wizualna też jest super.

 

2. Marta Karwacka opowiada o tym, dlaczego zajmuje się modą etyczną

I mówi o tym tak, że każdy będzie w stanie pojąć jej motywacje. Ze względu na swoją specjalizację bardzo ciekawie opowiada też o konsumentach. Między innymi  o SMART konsumentach – jak ich nazywa. SMART czyli Sustainable, Millennials, Active, Respect, Technological sklills), co daje jakąś nadzieję na przyszłość.

 

3. Żaneta Spadło rozmawia z Zuzą Gąsiorek o przyszłości mody

Między innymi o proekologicznych planach H&M. Nie ma się co łudzić, co do czystości zamiarów sieciówki, choć krzepiącym jest, że „grupa H&M w przyszłości wykorzystywać będzie wyłącznie używane materiały do produkcji nowych ubrań, a dąży do tego celu, zbierając zużytą odzież oraz zniszczone materiały w swoich sklepach stacjonarnych”. Na pewno będę przyglądać się temu, jak sytuacja się rozwija.

 

4. Karolina Marciniak pisze o Irankach, które odważyły się marzyć

Bardzo ciekawy fragment o rewolucji i jej wpływie na strój kobiecy. Aż chciałoby się wrócić do Persepolis.

 

5. Monika Sikora rozkłada minimalizm na czynniki pierwsze

Pamiętacie o tym, czy był minimalizm, kiedy jeszcze nikt nie nazywał go minimalizmem i nie używał hasztagów #minimallife czy #minimalstyle? Sama wychowywałam się w takim środowisku, choć wtedy uważałam, że najprzyjemniejszym zajęciem jest wydawanie pieniędzy, a spożywanie gotowego jedzenia wiąże się z wyższym statusem społecznym. Co zmieniło się przez te wszystkie lata? Zapraszam do przeczytania artykułu.

 

6. Renata Piotrowska Cerruti opowiada historię swojego teścia

Krótkie gazetowe artykuły opowiadające historie projektantów zazwyczaj są wtórne i dosyć napuszone. Nie tym razem. Autorka nie pisze w nim o życiu jakiegoś tam projektanta, a swojego teścia – Nino Cerruti. Bardzo ciekawe doznanie czytelnicze!

 

7. Maria Mirucka wyjaśnia proces oswajania

W kontekście trendów. O tym jeszcze nie słyszałam i myślę, że stwierdzenie to jest genialne. Oswajanie kojarzyło mi się z Małym Księciem, Różą i trochę nazbyt jaskrawą historia. Zestawienie oswajania z procesem adaptacji nowych trendów uważam za warte zgłębienia.

 

8. Tymon Kopczewski zdradza kulisy pracy swojej firmy

Z artykułami dotyczącymi malych firm mam ten sam problem co z tymi o projektantach. Za dużo w nim wielkich słów o wenie, natchnieniu, inspiracjach. W artykule Tymona Kopczewskiego o tym nie przeczytacie. Dowiecie się raczej tego, jak zarządza firmą Szyjemy Sukienki, którą założyła Marta Stąpor.

 

9. Ola Bąkowska mówi o wyzwaniach mody etycznej

Sama miałam okazję porozmawiać z Olą Bąkowską (naszą rozmowę możecie przeczytać tutaj) i wiedziałam, że Ola zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia.Nie mówi o modzie w samych pozytywach, a rzeczowy sceptycyzm jedynie dodaje wiarygodności jej słowom. Swoją drogą zastanawialiście się kiedyś, czemu raporty H&M są takie długie? Odpowiedź w wywiadzie.

 

10. Zupełnie Inny Świat kosztuje 5 zł

Pieniądze to temat, do którego wraca się wciąż i wciąż, ale tym razem czekało mnie miłe zaskoczenie. 5 zł to jedna trzecia kawy na wynos. Ja to kupuję.

Mam nadzieję, że uda Wam się kupić najnowszy numer Zupełnie Innego Światu. Dajcie mi też koniecznie znać, jakie magazyny związane z modą kupujecie na co dzień. 

Często biorę udział w sytuacji następującej: ktoś znajduje w Internecie obrazek komentujący współczesną modę męską (prawie zawsze jest to zdjęcie z pokazu), oburza się, a potem mówi "Ty się zajmujesz modą, to może wytłumaczysz, bo ja już nie wiem, o co w tej modzie chodzi".

Już tłumaczę.

Zaznaczę tylko na wstępie, że nie specjalizuję się konkretnie w modzie męskiej. Moje uwagi dotyczą ogólnych zjawisk zachodzących w modzie.

źródło: kwejk.pl

  1. Wrażenie estetyczne

„Co oni tam wyprawiają na tych pokazach? Myślą, że my w tym potem będziemy chodzić?” słyszę raz na jakiś czas. Nie, nie myślą. Moda to biznes i tylko ludzie, którzy to rozumieją, mogą pracować przy organizacji pokazów mody. Trochę się zmieniło od czasów, kiedy Charles Frederick Worth zapraszał klientów do swojego sklepu, a między nimi przechadzały się modelki. To faktycznie była prezentacja towaru. Współczesny pokaz ma zapewniać moc wrażeń. Gdyby tak nie było, po co sprowadzano by na pokaz Diora tyle lawendy (wiosna 2016), czemu organizowano by pokaz Fendi na fontannie di Trevi (jesień 2016) i dlaczego sprowadzano by ruchome schody na pokaz Louis Vuitton (jesień 2013)? Pokaz to przeżycie estetyczne, które ma zapaść w pamięci. Jedne środki wyrazu są akceptowane przez ludzi spoza branży, a inne nie.  

 

Christian Dior haute couture wiosna-lato 2004 / źródło: vogue.com

 

  1. Ubrania na części

Jako dziecko – kiedy jeszcze nawet nie myślałam o tym, że będę się kiedyś zajmować modą – trafiłam przypadkiem na dokument o haute couture (przypuszczam, że był to film „Haute couture. Wielkie Krawiectwo” z roku 1996), który pozwolił mi mniej więcej zrozumieć, czym jest wysoka moda.

Pamiętam, że jako ośmiolatka z otwartą buzią oglądałam na Fashion.tv powtórkę egipskiego pokazu Diora haute couture (do zobaczenia tutaj). Dziwnym trafem nie zastanawiało mnie już wtedy, czemu te panie przebrane są za faraonów. 

W filmie tym padła jedna bardzo ważna myśl, która utkwiła mi w pamięci. Nikt nie zmusza klienta do zakupu całej sylwetki z wybiegu. Jeden element haute couture łączony z klasycznymi krojami i kolorami wygląda ciekawie, ale można nosić go, nie narażając się na nadmierną ekscytację społeczną.

 

styl Steve'a Jobsa / źródło: theurbangent.com

 

  1. Prawda o ludziach mody

O kwestii postrzegania mody przez społeczeństwo myślę często, czytając komentarze w Internecie dotyczące blogów modowych. Są głupie, to na pewno już wiecie. Krzyczy o tym przecież cały Internet.

Ale gdyby tak zagłębić się w ten temat - czy blog, na którym pojawiają się zdjęcia stylizacji (!) i nazwy sklepów, w których autorka kupiła prezentowane ubrania (wszystkie oczywiście jeszcze dostępne, kupione najwyżej miesiąc wcześniej) można porównać z blogiem zawierającym teksty merytoryczne? 

Ciekawa jest też kwestia stroju. Czy wszyscy ludzie mody zabijają się o ubrania z najnowszych kolekcji? Nie. Często ich to nie interesuje. Czy spędzają długie godziny, wymyślając co sezon nową wersję swojego wizerunku? Nie. Świat mody - ten na pewnym poziomie - pełen jest ludzi, którzy od lat wyglądają tak samo (patrz: Grace Coddington, Anna Wintour - jeden z najbardziej zapisanych w popkulturze duetów świata mody).

Czy powściągliwość ubioru (zwana własnym stylem) charakteryzuje wyłącznie ludzi mody? Jakiś czas temu Internet ekscytował się tym, że Mark Zuckerberg nosi głównie szare T-shirty, przypominając sobie również dżinsy i czarny golf Steve'a Jobsa. 

Idąc tą myślą, zadam kolejne pytanie: czy strój (zwłaszcza ten wpisujący się w konwencję nowego sezonu) wpływa na naszą przynależność do świata mody? 

Nie. Podejście do ubrania, którym odziewamy własne ciało, to bardziej osobista sprawa. Ubrań potrzebujemy wszyscy jak jeden mąż. Ludzie zajmujący się modą profesjonalnie posiadają jednak jedną bardzo ważną umiejętność - nie oceniają ubrań na podstawie tego, czy by je założyli.

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to tekst napisany bardzo prostym językiem. Nie przedstawiam w nim prawd objawionych. Odpowiedziałam jedynie na pytanie, które dość często jest mi zadawane. A Wy jak myślicie – o co chodzi w modzie? :)