Co robiłam w Moskwie?

Marzenia się spełniają! Raptem pięć miesięcy temu wróciłam z Moskwy, a już przedwczoraj dowiedziałam się, że w przyszłym roku znowu przez jakiś czas zamieszkam w pałacu kultury (niewtajemniczonych zachęcam do kliknięcia tutaj).


Dopiero teraz przyszło mi do głowy, że nie zrobiłam jeszcze żadnego podsumowania mojego wyjazdu. Ciekawi, co robiłam w Moskwie? Zapraszam!


1. Każdy weekend spędzałam w Muzeum Mody

Z racji tego, że sama pracuję w muzeum, większość wystaw omijam szerokim łukiem. Moja miłość do moskiewskiego Muzeum Mody była jednak silniejsza. Widziałam tam każdą wystawę pokazywaną na przestrzeni tych czterech miesięcy, byłam też na prawie każdym wykładzie o historii mody. Taka masa bodźców pomogła mi bardziej krytycznie podejść do tego, jak modę się bada i jak się o niej mówi. Jedną z takich analiz podzieliłam się z Wami tutaj.

2. Dostałam zaproszenie na moskiewski tydzień mody

Dowiedziałam się też, że zaproszenie na pokaz bez problemu można dostać w butiku projektanta – przynajmniej tak było w tym przypadku. O samym pokazie pisałam tutaj.

3. Wystąpiłam na kanale „Filosofskoe mnienie”

Było o o tyle stresujące, że pierwszego wywiadu po rosyjsku udzieliłam, jeszcze zanim przeprowadziłam pierwszy wywiad w tym języku. Jak mi poszło – możecie dowiedzieć się tutaj. W czasie pobytu w Rosji jeszcze wcześniej, bo już w marcu, udzieliłam pierwszego w życiu wywiadu. Tym razem po polsku. Poniekąd dzięki temu udało mi się poznać Anię Fit, a naszą rozmowę możecie przeczytać tutaj (cz. 1 i cz. 2).

4. Kupiłam 25 kg książek (i nie żałuję)

Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że znalezienie w Europie rosyjskich książek związanych z modą praktycznie graniczy z cudem. A tego czyniu nie tylko nie żałuję, ale mam też upatrzoną księgarnię do której wejdę i powiem „Dzień dobry, poproszę wszystko”. Jakie to będzie piękne!

5. Przeprowadziłam wywiad z Liudmiłą Aliabiewą (i wkrótce go opublikuję)

To akurat trochę niewypał – wywiad od czerwca leżał zgrany na komputer i modlił się o moją uwagę, ale tak, już, wiem, pamiętam. Niedługo opublikuję wywiad z redaktor naczelną rosyjskiego wydania magazynu Fashion Theory.

6. Poznałam Aleksandra Wassiliewa

Jadąc do Moskwy, miałam ogromną nadzieję, że uda mi się pana Wassiliewa zobaczyć. Dużo o nim słyszałam, choć nie wiedziałam, że jest aż tak populany (w Rosji znają go naprawdę wszyscy). Dzięki kilku zrządzeniom losu, udało mi się jednak porozmawiać z nim w czasie wernisażu wystawy „Moda i rewolucja” (pisałam o niej tutaj) i namówić pana Wassiliewa na wystąpienie w moim podcaście – odcinek ten znajdziecie tutaj.

7. Dużo zwiedzałam

Choć paradoksalnie nie byłam ani na Kremlu, nie widziałam cerkwi Wasyla Błogosławionego od środka, nie byłam też w mauzoleum Lenina. Za to bardzo dokładnie zwiedziłam GUM (relacja tutaj) i przeszłam dziesiątki sklepów, by dowiedzieć się, gdzie ubierają się Rosjanie (tutaj wrażenia z pewnej sieciówki)

Do tego dochodzi jeszcze masa „projektów” niedokończonych, o których na pewno opowiem Wam w przeciągu następnych miesięcy. Mam zasadę, że o „projektach” opowiadam tylko w czasie przeszłym, więc tym bardziej cieszę się, że uda mi się je dokończyć.
Powiem szczerze – wyjazd do Moskwy to najfajniejszy (i w dodatku zero waste) prezent mikołajkowy, jaki w życiu dostałam. A Wam co przyniósł Mikołaj?