Nie kupuję. A Ty?

25 listopada obchodzimy Dzień bez zakupów. Kiedyś myślałam, że nie da się nie kupować. Czy to sukienka z Zary, czy kawa z automatu – każdego dnia mój portfel opuszcało przynajmniej parę groszy. Dzisiejszy dzień ma zachęcać nas do refleksji nad tym, czym mogą być dla nas zakupy i czy muszą być elementem życia codziennego.


Czym niekupowanie jest dla mnie?

Oszczędnością pieniędzy
Drobne sumy kumulują się w większe, które dają mi komfort wydawania na to, co faktycznie mnie uszczęśliwia. Kupuję rzadziej, ale sensowniej.

Ukłonem w stronę ochrony środowiska
Zakupy to w większości przypadków również i opakowania – dodatkowe folie, plastiki, wstążeczki i inne cudawianki. Nawet przy założeniu, że dążymy do życia w stylu zero waste, to i tak nie unikniemy tego, że do produkcji naszych zakupów potrzebna jest masa wody i energii. Redukowanie ilości zakupów ogranicza również produkcję odpadów.

Czego nie kupuję?

1. Ubrania z sieciówek
O szczegółach i powodach podjęcia tej decyzji pisałam wielokrotnie. M.in. tutaj.

2. Spodnie
W tym przypadku nie była to jakaś nagła decyzja. Zauważyłam zwyczajnie, że moje nogi lepiej wyglądają w czarnych rajstopach i tak już zostało.

3. T-shirty
Była to konsekwencja rezygnacji z noszenia spodni. Nie udało mi się nigdy sensownie połączyć żadnej posiadanej przeze mnie spódni y, więc przestałam je kupować.

4. Ołówkowa spódnica
To nic osobistego, ale podobnie jak biała koszula raczej nie pasuje do mojego stylu życia. O ile jednak koszulę na wszelki wypadek zostawiłąm, o tyle ze spódnicą żegnam się na dłużej, o ile nie na stałe.

5. Szpilki nude
Podobno powinna je mieć w szafie każda kobieta, bo optycznie wydłużają nogi. Nogi muszą być wtedy jednak gołe lub odziane w cieliste rajstopy. Nie jestem jednak hollywoodzką gwiazdą, a cieliste rajstopy uważam za najbardziej pokraczny wynalazek ludzkości. Dlatego też szpiki nude odpadają.

6. Naturalne futra
Nigdy nie miałam ani futra, ani żadnego dodatku futrem wykończonego. Nie zrozumiem, dlaczego nosi się takie rzeczy, skoro powstało tyle alternatyw. Nie kupuję, bo mam wybór.

7. Skórzane ubrania i akcesoria
Było to u mnie konsekwencją tego, że od paru lat nie jem mięsa. Pomyślałam, że skoro nie jem mięsa, bez sensu byłoby nosić skórę zwierząt. Nie była to najprostsza decyzja, ale nie żałuję.

8. Okulary złej jakości
Okulary bez odpowiednich filtrów i atestów jedynie szkodzą anszym oczom. Jest ciemniej, więc źrenica się rozszerza, ale nie jest zabezpieczona przed działaniem promieni słonecznych. Taki zakup nie może skończyć się dobrze.

9. Ubrania z napisami
Dużą wagę przykładam do tego, jaki komunikat nadaje się poprzez strój. Nie wyobrażam więc sobie chodzić po świecie z wywieszonymi na sobie słowami, z którymi się nie identyfikuję. W mojej szadie zostaje tylko to,co faktycznie mnie wyraża.

10. Ubrania w jaskrawych kolorach
Kolega powiedział mi kiedyś, że jeśli coś nie jest czarne, szare, granatowe lub w kwiatki, to dla mnie nie jest to ubranie. Nie jestem chyba aż tak ortodoksyjna – czasem pozwalam sobie na jakieś szaleństwo w postaci brązu – ale dosyć konsekwentnie trzymam się swojej kolorystyki.

 


Żebyśmy tylko dobrze się zrozumieli. Nie namawiam nikogo do życia w lesie i wymieniania koszyka jagód na bukiet ziół (choć wymiany są super i regularne wymieniam domowy ocet na różne cuda. Jestem natomiast pewna, że dobrze jest mieć taką myśl z tyłu głowy, że nie musimy kupować codziennie.
Ja mam tę super moc, a Ty?