Po co nam te przeglądy szafy?

Wraz z falą mody na minimalizm, organizację, redukcją przedmiotów itd. przyszła też moda na przeglądy szafy. Nie da się ukryć, jest to przecież najbardziej oczywisty pierwszy krok ku... No właśnie - jaki jest cel tego całego zamieszania?

Mam wrażenie, że panuje jakieś złudne przekonajie, że da się wysprzątać i przeorganizować szafę raz na zawsze. Raz wyrzucić to, czego już nie nosimy. Raz wymienić zawartość garderoby na nową. Nigdy do tematu nie wrócić.

Organizowanie szafy to proces

Najbardziej zauważam to u siebie na przykładzie butów. O ile zdarza mi się nosić używane ubrania – sześćdziesięcioletnią sukienkę po Babci, ponad dwudziestoletnią kurtkę Mamy i masę rzeczy z lumpeksu – o tyle w przypadku butów zupełnie to nie działa. Nigdy nie miałam na nogach używanych butów, a jedna para – noszona regularnie – starcza mi na jakieś dwa lata. Żadna siła wyższa, żadne pieniądze, żadna pielęgnacja i regularne chodzenie do szewca nie sprawią, że jako wesoła staruszka będę przemierzać świat w butach, w których w weekend byłam na spacerze, w poniedziałek na zajęciach, a we wtorek w pracy.

Buty nie są żadnym wyjątkiem

Zdarzają się również dziury w skarpetkach, których nie da się zacerować, plamy na bluzkach, które żadną siłą nie schodzą, a mole czasami wyżerają nam dziury w wełnianych płaszczach. Jak bardzo oszczedne, przyjazne środowisku, kojące skołataną duszę by takie noszenie ubrań nie było, jest ono niestety niemożliwe.

Jaki z tego morał?

W gąszczu sprzątania, porządkowania i organizowania, szepnijmy sobie czasem cicho – nie spinajmy się. Nasza szafa – podobnie jak np. biblioteczka – to miejsce, w którym zachodzą nieustające zmiany. Wyobrażasz sobie do końca życia nie pozbyć się żadnej książki z tych, które leżą teraz na Twoim regale? Albo jeszcze gorzej – już nigdy nie kupić żadnej nowej książki?

Ja tak nie chcę. Nie potrzebuję ortodoksynego minimalizmu, wegetarianizmu, zero-waste i setek innych rzeczy, z którymi w formie podstawowej w gruncie rzeczy się identyfikuję. Raz na ruski rok zjem rybę, lubię mieć dużo książek i nie wyrzuciłam z domu wszystkich plastikowych przedmiotów tylko dlatego, że przeczytałam książkę ”Życie zero waste” (bardzo dobrą swoją drogą).

Korzystajmy z otaczających nas zjawisk w takim stopniu, który nam odpowiada. Zero też nie zawsze znaczy zero. Nie oceniajmy innych dlatego, że myją zęby plastikową szczoteczką. A wszystkim będzie żyło się lepiej.