Cnota minimalistów. Cierpliwość.

Ostatnio pisałam o tym, czego nauczył mnie udział w wyzwaniu 10x10. Przeglądałam również opinie innych uczestniczek. Wśród najpopularniejszych korzyści pojawiały się oczywiście te najbardziej oczywiste jak to, że liczy się jakość, używane ubrania nie są gorsze od nowych, a mniej znaczy więcej. Na fali wzmożonych przemyśleń przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz, której nauczyłam się, odkąd bardziej świadomie zaczęłam otaczać się przedmiotami. Chodzi oczywiście o cierpliwość.
W sieciówkach nie kupuję już od roku 2012, co uważam za dość kluczową datę w moim konsumenckim jestestwie. Wcześniej kupowanie było proste. Finalizacja zakupu zależała właściwie jedynie od tego, czy dysponowałam odpowiednią kwotę pieniędzy. Później zaczęłam zadawać sobie pytania: gdzie to zostało wyprodukowane? kto to wyprodukował? z czego jest to wykonane? jak to jest opakowane? Znalezienie przedmiotu – głównie ubrania, bo modą się zajmuję, ale i nie tylko – spełniającego kryteria postawione w pytaniach nie jest proste. A co kluczowe – zajmuje dużo czasu.

Całkowicie zmienia to perspektywę zakupową, a od momentu „potrzebuję x” do „x leży w mojej szafie” mija znacznie więcej czasu. Kiedyś mi to przeszkadzało. Teraz rozumiem, że na idealne rzeczy warto jest czekać.

Nieubraniowy przykład

W lipcu poczułam wyraźną potrzebę posiadania poduszki podróżnej. Poszukiwania zaczęłam od teoretycznie polskich sklepów sprzedających walizki. Wittchen – poduszki piękne, lecz produkcja odbywa się za wieloma górami i wieloma rzekami, a dokładniej w Chinach. W Puccini to samo; przy okazji dowiedziałam się też, że jakiś czas temu przy zakupie walizek zostałam wprowadzona w błąd i żadna fabryka w Dobrej Szczecińskiej nie istnieje.

Wpadłam więc na odważny pomysł – sama zrobię taką poduszkę. Zaczęłam więc zastanawiać się, z czego to jest zrobione? z jakich elementów się składa? Podszewka (materiał kupiłam w lumpeksie i zostawiłam do uszycia krawcowej), wypełnienie (było to największe wyzwanie, ostatecznie stanęło na polskich łuskach gryki), wiązanie (wykorzystałam sznurek, który dostałam w prezencie na pchlim targu pod Moskwą).

Poduszka idealna: wyprodukowana w Polsce przy wykorzystaniu używanych materiałów, które można poddać recyklingowi. Jest tylko jeden problem – poduszka (jeszcze!) nie istnieje. Zwyczajnie nie mam kiedy jej zrobić. Nie oznacza to jednak, że się poddałam. Kiedyś jeszcze będę posiadaczką idealnej poduszki, tak samo jak posiadam wiele idealnych sukienek, płaszczy czy butów. Żadnej z tych rzeczy nie kupiłam spotanicznie.

Jaka puenta płynie z tej historii?

1. Weryfikacja
Im dłużej trwa okres od momentu pojawienia się pragnienia posiadania do zrealizowania go, tym więcej mamy czasu an zastanowienie się – czy jest mi to potrzebne? czy na pewno chę to mieć? Odkąd wpadłam na pomysł posiadania poduszki, zdarzyło mi się parę razy jechać pociągiem/busem. Uświadomiłam sobie ciekawą sprawę. Poduszka nie jest mi niezbędna, ale zwyczajnie będę odczuwała radość z jej posiadania.

2. Finanse zaplanowane
Warto przeliczać. Zazwyczaj tzw. chińszczyzna kojarzy się z niskimi cenami. W przypadku poduszki sprawa ma się jednak zupełnie inaczej – gotowe poduszki kosztowały ok. 60 zł, własnoręczna produkcja zamyka się w połowie tej kwoty.
Częściej jednak niż poduszki z namysłem kupujemy droższe przedmioty np. buty. Wcześniejsze planowanie zakupu umożliwia stopniowe odkładanie pieniędzy an sfinansowanie go. Czysta korzyść dla naszego spokoju finansowego.

3. Analogiczne przedłużanie procesów
Pomyśl tylko, jeśli spędzisz rok, zastanawiajac się nad zakupem butów, nie zechcesz wyrzucić ich po sezonie. Rok to długo? Być można tak, ale jak to wygląda w praktyce? Widzę coś, co mnie zaciekawi – dajmy na to materiał. O piñateksie pierwszy raz usłyszałam jakieś półtora roku temu. Odłożyłam tę myśl z tyłu głowy. W pewnym momencie pojawiła się potrzeba zakupu butów zimowych. Wtedy przypomniało mi się, że widziałam gdzieś botki z piñateksu. Bingo! Planowałam przymierzyć je, kiedy w sierpniu byłam w Krakowie. Zaraz mi powiecie, że minęły już dwa miesiące. Nieważne! Grunt, żebym zdążyła przed pierwszym śniegiem.

A potem będziemy żyć długo !) i szczęsliwie.