Jak ubierają się berlińczycy?

Mijają dzisiaj dwa lata, odkąd przeprowadziłam się do Berlina. W tym czasie mieszkałam w trzech dzielnicach (Spandau, Wedding, Neukölln), w pięciu różnych mieszkaniach, szerokim łukiem omijając wschodnią część miasta. Poznałam miejskie kąpieliska, parki, muzea i napatrzyłam się na berlińską ulicę. Dlatego też pomyślałam, że opowiem Wam dziś trochę o stylu berlińczyków i życiu w tym mieście.

Zazwyczaj unikam tego typu tematów, a blogi podróżnicze nudzą mnie śmiertelnie (z pewnymi wyjątkami oczywiście; ostatnio czytam m.in. Połącz kropki), ale pomyślałam, że wyjątkowo spróbuję opowiedzieć o Berlinie przez pryzmat przedmiotów typowych dla tego miasta.


Plecak

Do niedawna plecaki kojarzyły mi się z jakimś takim wymuszonym luzem. Zastanawiałam się, o co chodzi ludziom, którzy dobrowolnie zakładają na swoje plecy coś, do czego byłam zmuszana przez całą postawówkę i początek gimnazjum – teraz rozumiem. Plecaki są obłędnie wygodne i – co najważniejsze – zawsze można w nich wsiąść na rower, pozwala zrezygnować z plastikowych toreb na zakupy i daje swobodę rękom gotowym do przebijania się przez miejską dżunglę (kto kiedykolwiek jechał metrem w godzinach szczytu, ten na pewno zrozumie).

Ubieranie się tak, by zawsze móc wsiąść na rower

Gdybym miała wymienić jedną zasadę berlińskiego stylu, na pewno zaczęłabym od kwestii rowerowych. Wydaje mi się, że wysokie obcasy nie są tu szalenie często spotykane (w porównaniu np. z Moskwą), nie oznacza to jednak, że wszyscy poruszają się na rowerach w dresach i adidasach. Znacznie bardziej popularne są garnitury, sukienki, spódnice, zwykłe dżinsy, płaszcze. Mało kto ubiera się tu specjalnie „na rower”, większość nosi się tak, by móc na rower wsiąść przy okazji.

Duża torba na butelki z kaucją

Świetnie wpisuje się w nurt zero waste, który w Berlinie popularny jest od jakiegoś czasu. O ile do sklepów dedykowanych chodzą głównie młodzi świadomi konsumenci, o tyle butelki z kaucją zbierają właściwie wszyscy. Niektórzy zbierają po kilka, inni zapychają nimi wnętrza szafek kuchennych, ale jedno i drudzy potrzebują pojemnej torby, by przetransportować je później do automatu (wyjątkiem pozostają ci, którzy kradną wózki z supermarketów – taka lokalna specjalność, której nie mogę zrozumieć).

Dziwne buty

Mówi się, że Berlin jest piątą stolicą mody. Od zawsze ciekawiło mnie, jak to jest mieszkać w mieście, w którym odbywa się tydzień mody. Uczciwie ostrzegam – można tego nie zauważyć. Rzadko spotyka się tu ludzi wyglądających jak gwiazdy fotografii ulicznej. Warto jednak zwrócić uwagę na detale – m.in. dziwne, a czasem brzydkie buty. Najczęściej na płaskim obcasie. Często w połączeniu ze skarpetkami (a jak skarpetki, to tylko te od Falke, ale warunki ich produkcia pozostawiają wiele do życzenia, więc póki co dziwne buty noszę solo).

Czerń

Najczęściej w postaci totalnie obcisłych spodni, topu nad pępek i skórzanej kurtki pokrywających młode ciała przechadzające się po Kreuzbergu. U mnie czerń pojawiła się przypadkiem jako element dress code’u obowiązującego w pracy. A jak wiadomo – wtedy wszystko kupuje się „na wszelki wypadek, bo zawsze można w tym pójść do pracy”. Tym właśnie sposobem wtapiam się w ulicę, która na co dzień nie wygląda jak ze słynnej kampanii Gucci ;)

Jestem ciekawa, z czym Wam kojarzy się Berlin. Zapewne niezależnie od tego, czy byliście tu kiedyś, macie jakieś skojarzenia z tym miastem. Dla mnie Berlin to takie duże dziecko, dosyć dobrze usytuowane, popijające Club Mate w czasie jazdy na rowerze. A Wy jak myślicie? ;)