Czego może nauczyć nas rosyjska moda?

 

 


Po modzie w Rosji nie spodziewałam się niczego konkretnego. Wiele słyszałam o oligarchach, centrum Moskwy naszpikowanym luksusowymi butikami, nowobogackim stylu życia. Krzywdzącym byłoby jednak ograniczenie się do jednego oblicza tutejszej mody.

 

W ubiegłym tygodniu wybrałam się do Muzeum Moskwy na wystawę „Moda i rewolucja” . Na jej podstawie chciałabym opowiedzieć Wam, co do zaoferowania ma rosyjska moda i jakie mechanizmy spokojnie możemy przenieść na własny grunt.

 


1. Szacunek do swojej kultury i historii
Przypuszczam, że przez miesiąc spędzony w Moskwie usłyszałam o Napoleonie, Katarzynie II i Romanowach więcej niż przez dwanaście lat edukacji szkolnej. Nie można powiedzieć, że Rosjanie ślepo patrzą w przeszłość. W pewnym sensie żyją jednak swoją historią. Z okazji stulecia rewolucji październikowej również nie mogło zabraknąć wspominków. Zaznaczam jednak, że daleko im od charakteru martyrologiczny. Historia Rosji pełna jest zawiłości. Rosjanie potrafią jednak z nią żyć.

 

Nie mogłam nie pomyśleć o Jerzym Antkowiaku, który w „Sekretach modnych pań” (Warszawa : Twój Styl, 1993) wspominał, że Moda Polska przygotowywała kolekcje ludowe bardzo niechętnie, jedynie ze względu na odgórne rozporządzenia. Być może dlatego polski folklor kojarzy się z przaśnością PRL-u?

 

 


2. Rzetelność przekazu informacji
Widać, że wystawa „Moda i rewolucja” została przygotowana z najwyższą starannością. Mimo że termin „rewolucji październikowej” odnosi się do roku 1917, wystawa opowiada również historię dziesięciu lat poprzedzających rewolucję oraz dziesięcu następnych.

 

Wystawowa rzeczywistość składa się z ponad dwustu eksponatów – sukni, strojów męskich, akcesoriów, mebli, plakatów oraz przedmiotów codziennego użytku – pochodzących ze zbiorów Muzeum Moskwy i Fundacji Alexandra Vassilieva.

 

 


Zgodnie z chronologią wystawa została podzielona na cztery części obejmujące lata:

 

1907-1914: przedwojenny schyłek carskiej Rosji (linia „modern”, później wpływy Paula Poireta: sylwetka wydłużona)

1914-1917: I wojna światowa (emancypacja kobiet, uproszczenie krojów)

1917-1921: rewolucja październikowa, przejęcie władzy przez bolszewików (uproszczenie mody, skromne materiały, proletariackie wpływy)

1921-1927: wprowadzenie Nowej Polityki Ekonomicznej (fascynacja niemym kinem, wpływ kultury rosyjskiej na modę europejską)

 

Różnorodność eksponatów dodatkowo potwierdza historię umieszczoną na tablicach informacyjnych.

 

 


3. Promocja mody
Wystawa powstała przy współpracy z historykiem mody Alexandrem Vassilievem, który w czasie wernisażu powiedział coś, co rzadko słyszy się w muzeum:

 

„Róbcie sobie selfie, fotografujcie się ze mną, publikujcie to na Instagramie. Niech więcej osób dowie się o wystawie i historii mody. To przecież nasz wspólny cel”

 

Można by pomyśleć, że to dziwne czy niestosowne, ale przyglądając się postaci Vassilieva zamieniłabym je na inne słowo – skuteczne. Alexandr Vassiliev nie jest typowym historykiem zajmującym się organizacją wystaw i publikującym artykuły naukowe (w czym nie ma oczywiście nic złego). Jego działalność idzie krok dalej – wydaje książki przeznaczone dla przeciętnego użytkownika mody, organizuje wykłady (również w formie kursów online), brał udział w programie telewizyjnym „Модный приговор” (Modnyy prigovor) oraz współprowadził audycję w radiu Mayak poświęconą ikonom świata mody. Vassiliev – w myśl zasady „be everywhere” – aktywnie prowadzi również konta w portalach społecznościowych (Facebook, Instagram). W roku 2016 zagrał nawet epizodycznie w filmie „Герой” (Geroy). Promowanie swej pracy zagranicą z pewnością ułatwia mu znajomość siedmu języków obcych – angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego, włoskiego, tureckiego, serbochorwackiego i polskiego. Ostatni punkt potwierdzam osobiście, miałam okazję porozmawiac chwilę z panem Vassilievem w czasie otwarcia wystawy.

 

 


Możecie powiedzieć – ale kogo obchodzi to, co robi ten jeden człowiek? Ja myślę, że obchodzi. Swoją rozpoznawalnością Vassiliev daje komunikat: moda to nie tylko ubrania; nie zabawka dla bogatych, a dziedzina naukowa. Rosjanie mu uwierzyli.

 

Komunikat ten nie trafił jeszcze do wszystkich, a wernisaż nie był oczywiście pozbawiony mojego ulubionego elementu – pań przechadzających się między manekinami, mówiąc „ale ładne”, „założyłam bym tę sukienkę”, „ślicznie bym w tym wyglądała”. Myślę jednak, że warto zerkać na wschód w poszukiwaniu dobrego przykładu.

 


Życzmy sobie polskiego świata mody akceptującego i lubiącego własną kulturę. Świata pełnego profesjonalnego podejścia, który dąży do informacji oraz ludzi, którzy podejście to zaniosą również pod strzechy. Ale wiecie co? Nie musimy sobie tego życzyć. Pracujmy na to:)