Zimowe wyzwanie 10x10

Czy możliwym jest noszenie tylko dziesięciu sztuk ubrań w czasie dziesięciu dni? Dorota Zalepa z bloga Kameralna postanowiła się o tym przekonać, a do wyzwania zaprosiła swoje czytelniczki. Zwykle jestem dość sceptycznie nastawiona do tego typu wyzwań, tym razem jednak byłam przede wszystkim zaciekawiona.

 O wyzwaniu i zasady dla przypomnienia
Dorota jest pierwszą blogerką, która podjęła się wyzwania na gruncie polskim, jednak jego pomysłodawczynią jest kanadyjska blogerka Lee Vosburgh. Zasady są bardzo proste – dziesięć dni, dziesięć ubrań. Nie liczą się oczywiście dodatki, nakrycia wierzchnie i bielizna (buty już tak).

 10x10
O wyzwaniu słyszałam wcześniej, ale jak zawsze musiałam wszystko dokładnie przemyśleć. Ostatecznie zdecydowałam się na najbardziej szalony okres: egzaminy, wyprowadzka z Berlina, pożegnanie ze Szczecinem, kilkudniowe ferie w Warszawie i wreszcie wyjazd do Moskwy. Nie chciałam dodatkowo stresować się obmyślaniem zestawów ubrań. Nie żebym poświęcała temu co rano długie godziny, ale decyzje trzeba zwykle jakąś podjąć. Nie tym razem.

 Kilka przemyśleń
Początkowo na listę dziesięciu rzeczy wpisałam sukienkę Anny Dudzińskiej (pokazywałam ją tu), którą bardzo lubię, ale ostatecznie zdecydowałam się na czarną sukienkę MyManifesto. Kieszenie wygrały.
Nie najlepsza jestem w przygotowywanie list i początkowo wybrałam dziewięć ubrań. Zorientowałam się dopiero ósmego dnia, co zbiegło się z zaproszeniem na imprezę Do You Know Fashion – Wild Secret Party, na której obowiązywał kolor biały. W ten sposób na listę trafiła w białe kwiaty.

Jeśli myślicie, że wełna z merynosów jest najlepsza – nie mylicie się ani trochę. Znaleziony w lumpeksie sweter, mimo że po części akrylowy, grzeje jak szalony.
Podstawą mojej szafy od kilku lat są sukienki. Proste, „robią” cały strój, łączone z czarnymi rajstopami są odpowiednie na każdą okazję. W czasie wyzwania niejako odkryłam je na nowo w roli spódnicy. Zwyczajnie przykrywałam je swetrami. Codziennie czułam się, jakbym nosiła spódnice.

 

Dziesięć ubrań
1.Oksfordki, Ryłko / w mojej szafie od jesieni 2014

Teraz pewnie bym się na nie nie zdecydowała. Z nowym rokiem postanowiłam całkowicie zrezygnować z noszenia skóry zwierzęcej. Niemniej jednak firmę Ryłko bardzo polecam. Wszystkie buty Ryłko produkowane są w Kalwarii Zebrzydowskiej. Dużo dobrego moge powiedzieć tez o ym konkretnym fasonie – pasują do wszystkiego i są do bólu praktyczne.

 

2. Sweter, Kofler (kupiony w lumpeksie) / w mojej szafie od jesieni 2016

Sweter w połowie akrylowy, w połowie z wełny z merynosów. Kupiony w szczecińskim lumpeksie, a nie ma w Polsce nic lepszego niż szczecińskie lumpeksy. Kosztował piętnaście złotych i pewnie zostanie ze mną długie lata.


3.Kardigan w paski, brak metki (kupiony na Dawandzie) / w mojej szafie od jesieni 2016

Z początkiem jesieni byłam bardzo zdesperowana. Dni robiły się coraz krótsze i zimniejsze, a ja nie miałam żadnego swetra. Po sklepach nie chodzę, w sieciówkach nie kupuję (już od pięciu lat – link), zupełnie nie miałam pomysłu, skąd wziąć ciepły sweter. Z pomocą przyszła Dawanda, a dokładniej dział vintage.

 

4.Ramoneska, Riska. Made in Warsaw / w mojej szafie od lata 2016

Riska nikomu przedstawiać nie trzeba. Ramoneska, a właściwie ramondreska (uwielbiam te nazwy), jest moją czwartą riskową rzeczą (pięć lat temu zaczęłam od dresowych spodni, potem doszły jeszcze riskawiczki, gotowa na wszystko). Wracając do punktu pierwszego – zrezygnowałam z kupowania naturalnej skóry. Tak się złożyło, że nigdy nie miałam ramoneski. Dzięki Riskowi przygodę z tą sztuką odzieży zaczęłam w wegańskim stylu.


5.Sukienka czarna, MyManifesto / w mojej szafie zimy 2015

Największe zaskoczenie wyzwania. Sukienkę kupowałam naprędce. Kiedy dostałam pracę w muzeum, potrzebowałam czegoś czarnego, co można nosić zimą. Nie jest to najpiekniejsza sukienka na świecie, ale jest tak praktyczna, że nie mogę przestać jej nosić. Metka jest już całkowicie sprana, a sukienka – mimo częstego prania – wygląda jak w dniu zakupu. Pisząc te słowa, mam ją na sobie, co jest chyba najlepszą rekomendacją

 

6.Sukienka w białe kwiaty, szyta przez krawcową / w mojej szafie od wiosny 2013

Sukienka wymyślona przez moją krawcową. Przyszłam do pani Krystyny, która jest osobą bardzo żywą i rozgadaną, będąc w nieszczególnym nastroju. Zostawiłam materiał, pomruczałam pod nosem, jak sukienka wyglądać powinna, a kiedy przyszłam po odbiór, zobaczyłam genialną sukienkę przywodząca na myśl początkową twórczość Barbary Hulanicki. Krawcowe górą!

 

 


7. Koszula, Dana / w mojej szafie od zimy 2017

Koszula pochodząca najprawdopodobniej z drugiej połowy lat osiemdziesiątych. Uszyta oczywiście w Szczecinie, w Zakładzie Przemysłu Odzieżowego Dana, którego historię obecnie zgłębiam. Wbrew pozorom prosta, nie da się jej jednak zestawić z niczym wymyślnym. Peerelowski sznyt jest świetnym codziennym towarzyszem.

8.Bluzka w paski z długim rękawem, szyta przez krawcową / w mojej szafie od wiosny 2014

Bluzki z długim rękawem są moim kolejnym odkryciem ostatnich tygodni. Są tak praktyczne, że aż ciężko uwierzyć, że coś takiego zostało wymyślone. Przylegają do ciała, zabezpieczają przed wpływem wiatru, zasłaniają prawie połowę oczekującego odziania ciała – genialne. Tę bluzkę również wymyśliła pani Krystyna.

 
9. Srebrna spódnica, brak metki (kupiona w lumpeksie) / w mojej szafie od zimy 2012

Pierwsza i na razie jedyna rzecz kupiona w zagranicznym lumpeksie. Całkowicie zaspokaja strefę moich marzeń o byciu modelką André Courrèges jakieś jakieś pół wieku temu. Dzięki wyzwaniu zorientowałam się, jak dobrze wygląda z paskami. Łącząć ją z bluzką i kardiganem w paski, czułam się, jakbym czekała na prom kosmiczny, który za chwilę ma nadlecieć.

10.Czarna spódnica, szyta przez krawcową / w mojej szafie od wiosny 2014

Element sprawdzony. Spódnica ta jest w mojej szafie dłużej niż trzy lata. Początkowo nosiłam jej pierwowzór należący do mojej Mamy, który pewna krakowska krawcowa uszyła w latach osiemdziesiątych. Spódnica się jednak zniszczyła, a z pomocą przyszła pani Krystyna, która mi ją odszyła. Najbardziej nudny element szafy. Świetnie sprawdza się tuż przed zrobieniem prania, kiedy wiekszość ubrań jest już brudna. Wystarczy tylko jeden czysty element – spódnica pasuje do wszystkiego.

 

 

 


Czujesz, że w Twojej szafie jest za dużo rzeczy, Ty ciągle nosisz to samo, wyglądasz tak samo i nie wpływa to dobrze na Twoje samopoczucie? A może masz wrażenie, że decyzjom związanym z codziennym ubieraniem się poświęcasz zbyt dużo czasu? Koniecznie usiądź z kartką (komputerem/telefonem) i wybierz dziesięć najpotrzebniejszych rzeczy. Gwarantuję uczucie spokoju w czasie trwania wyzwania.