Lutowe szury-mury

Luty zapamiętam jako jeden z najbardziej intensywnych miesięcy w ostatnim czasie. Wyprowadzka z Berlina, pożegnanie ze Szczeciniem, krótkie wakacje w Warszawie, niespodziewana wizyta w Białej Podlaskiej. Bez zbędnych wstępów zapraszam na nowe szury-mury.

 

1.Berlin
Decyzja o przeprowadzce do Berlina była wynikiem zbiegu okoliczności. Było fajnie, inaczej, ale coś mi nie pasowało. To miasto jest jak puzzle z niepasujących do siebie elementów. Z jednej strony Brama Brandenburska, Kudamm, z drugiej wioski bezdomnych i wciąż niezatarta różnica między Wschodem a Zachodem.

W tym szaleństwie jest jednak jakaś metoda, co odkryłam, żegnając się z Berlinem. To uczucie swego rodzaju władzy, gdy pamięta się już trochę nazw ulic, orientuje się w rozłożeniu dzielnic, a metrem jeździ sie bez mapy. Stałam się coraz bardziej tamtejsza.


2. Pałac Kultury
Od lat zmagam się z pewnym problemem turystycznym – lubię się przemieszczać, ale nie lubię zwiedzać. Wędrowanie od zabytku do zabytku skutecznie odbiera mi radość z bycia poza domem. Szczecińskie Waly Chrobrego, paryska Wieża Eiffla czy rzymskie Koloseum wprawiają mnie jedynie w zakłopotanie.

Spędzając ostatnich pięć dni w Warszawie, miałam okazję pomieszkiwać w wieżowcu przy Rondzie ONZ – rzut beretem od Pałacu Kultury. Nie sądziłam, że może między nami zaiskrzyć. Pałac widziałam przez okno budząc się i chodząc spać, mijałam go codziennie parokrotnie i oczu od tego radzieckiego prezentu oderwać nie mogłam. Skłoniło mnie to do zakupu książki „Pałac. Biografia intymna.” Beaty Chomątowskiej. O Pałacu chcę wiedzieć wszystko.

 


3. Pakowanie
Długi wyjazd wiąże się też z rozsądnym panowaniem, a stąd niedaleko do kwestii odpowiedzialności za to, co się posiada. Jak odróżnić niezbędne od fanaberii? Jak przewidzieć, co może przydać się za pół roku?

W ramach wprawienia się przez ostatnie dziesięć dni lutego brałam udział w wyzwaniu #wyzwanie10x10zima, które wymyśliła Kameralna. Więcej o wyzwaniu już niedługo na blogu. Na razie dobytek mój zapakowany jest w dwie walizki.

 


4. Herbata z mlekiem
Luty był miesiącem przemieszczania się. Z dobytkiem w walizce i spaniem w obcej pościeli. Potrzebowałam czegoś stałego. Moim towarzyszem stała się herbata z mlekiem (rooibos z mlekiem owsianym). Idealny do pracy, wieczoru z książką, świetny na poobiedni deser.

 


5. Karnawał
Aż wstyd się przyznać, ale w tym roku pierwszy raz byłam na imprezie karnawałowej. Udało się tuż przez ostatkami. Zazwyczaj, gdy jestem w Warszawie, wszelkiego rodzaju wydarzenia kulturalne właśnie się skończyły lub zaczną w dniu mojego wyjazdu. Tym razem udało mi się pójść na imprezę organizowaną przez panią Annę Puślecką z portalu DYKF. Nie spodziewałam się, że spotkam tam mojego ulubionego projektanta Krzysztofa Stróżynę. Cieszę się, że miałam okazję chwilę z nim porozmawiać, m.in. o naszej wspólnej znajomej, która kiedyś była modelką, a teraz pracuje jako położna na Bali (jej bloga znajdziecie tu).


Przypominam też styczniowe wpisy:


Jak wpłynął na mnie Berlin?

 

Jeremy Scott: The People's Designer (2015)

 

Ubieram się: vintage

 

Dlaczego nie kupuję w sieciówkach?

 

Co będę robić w Moskwie?

 

Szury-mury (шуры-муры) to rosyjskie słowo określające początkową fazę relacji międzyludzkich, kiedy jasne jest już, że obie strony są sobą zainteresowane, ale niczego jeszcze nie mówi się głośno. W serii szury-mury chciałabym podsumowywać miesiące pod kątem rzeczy, które mi się spodobały. Nie będą to ani kosmetyczni ulubieńcy, ani inspiracje – raczej zbiór dobrych myśli, zdarzeń, ew. przedmiotów, które na mnie wpłynęły.