Ubieram się: u krawcowej

Zakładając moinob, wiedziałam, że dużo mogę pisać, wymądrzać się o etycznym ubieraniu się, ale jeśli nie pokażę, jak wygląda to u mnie w praktyce, nie będzie to miało sensu. Stąd też cykl „ubieram się”. Wcześniej pisałam o tym, dlaczego decyduję się na zakupy u polskich projektantów i oraz jak kupuję w sklepach vintage.

 

1. Jeden dekolt może mieć tysiące wersji

Idąc do sklepu po gotową sztukę,często nie zastanawiasz się nad tym, z ilu elementów się ona składa. Sukienka ma jakieś rękawy, dekolt, długość, talię. Nie każda długa sukienka ma tę samą długość, ta samo jak nie każda sukienka na okodo kolan sięga dokładnie kolana. W sklepie nie zastanawiasz się nad takimi szczegółami. Co zrobić, gdy zamawiasz u krawcowej sukienkę, a ona pyta Cię o to, jaki powinna mieć dekolt? Nie masz pojęcia? A jak  się te dekolty nazywają? Im częściej słyszysz pytania, na które z początku nie umiesz odpowiedzieć, tym bardziej w pewnym momencie chcesz poznać na nie odpowiedź.

 

2. Materiał jest ważny

Staram się od lat, ale efekt wciąż ten sam, czyli marny. Nie znam się na materiałach. Krawcowa wie o nich wszystko. Potrafi ocenić jego skład, gdy ja wyjmuję materiał z torebki. Na pierwszy rzut oka – często bez otykania – stwierdzić, czy jest on dobrej jakości. Kiedy planuję uszycie czegoś, zawsze podpowie i doradzi, jaki materiał będzie najlepszy.

 

3. Z Twoim ciałem wszystko jest w porządku      

Nie zliczę już nawet, ile razy konfekcja wpędziła mnie w kompleksy! Kupiłam kiedyś w H&Mie spodnie na wyprzedaży. Przymierzyłam, dobrze leżały. Po pierwszym praniu szew zaczął przekręcać się na środek łydki. Jak wytłumaczyła to sobie piętnastoletnia Natalia? Mam za grube nogi! Dopiero krawcowa uświadomiła mi, że wykrój do materiały przykłada się zgodnie z kierunkiem watku i osnowy. Szyjąc na masową skalę, często wykorzystuje się również skrawki materiałów, by zmaksymalizować zyski. Nie zawsze starcza tam miejsca na odpowiednie przyłożenie 

Kiedy przyszłam do krawcowej z sukienką widoczną na zdjęciu, wiedziałam, że nie najlepiej leży w ramionach. Nie mam już piętnastu lat, a dwadzieścia jeden, ale i tak nie przepadam za swoimi ramionami. Jak usprawiedliwiałam sobie to, że sukienka źle leży? Mam za grube ręce, wypadałoby trochę poćwiczyć. Krawcowa i tym razem dorzuciła swoje trzy grosze. Weszłam, przywitałam się. Ona powiedziała tylko: ale beznadziejnie szyją teraz te ubrania! Ramiona i rękawy nieproporcjonalne do reszty.

 

 

4. Można inaczej. I to w dwóch aspektach.

Zanim poznałam system szycie ubrań na miarę, cały czas kupowałam podobne sukienki, podobne bluzki, poobne spódnice. Krawcowa – często bez pytania – dorzucała do moich projektów swoje rozwiązania. Pokazała mi, że za pomocą małych zmian można tworzyć zupełnie różne od siebie ubrania.

Stosuję to w praktyce, przynosząc jej ubrania do przeróbki. Kiedy uwagę przyciąga wyjątkowy materiał, wzór, szczególny fason, ale całość nie do końca do mnie pasuje, wiem, że nie wszystko stracone. Krawcowa zawsze pomoże.

 

5. Twoje oczekiwania rosną

Nie wszystkie moje ubrania pochodzą od krawcowej. Nie chodzi nawet o względy finansowe, bo wbrew pozorom nie jest to duży wydatek. Nie zawsze tryskam pomysłami w kwestii tego, co chciałabym uszyć. Nie zawsze też chce mi się tak długo czekać. Ale krawcowej zawdzięczam dużo – nie wkładam na siebie byleczego. Niezależnie od  tego, czy kupuję ubranie w tradycyjnym sklepie, w sklepie vintage, lumpeksie czy na targu. Zawsze dokładnie sprawdzam materiał, jego jakość, to jak się na mnie układa, czy rozmiar na pewno pasuje. Dzięki znajomości z krawcową nawet w tradycyjnych sklepach kupuję tylko te ubrania, które wyglądają, jakby były na mnie szyte. Albo od razu zanoszę je do przeróbki, by tak właśnie wyglądały.

 

A Wy jak podchodzicie do szycia na miarę? Robicie to chętnie a może coś Was powstrzymuje? Dajcie mi koniecznie znać w komentarzu.