Ubieram się: polscy projektanci


Kiedy wpadłam na pomysł założenia bloga, wiedziałam, że będzie to miejsce, które nie tylko pozwoli Ci dowiedzieć się czegoś o historii mody czy bardziej niszowych aspektach tej branży. Przedstawiając się, często mówię o tym, że moje podejście do mody zmieniło się pięć lat temu, kiedy przestałam kupować w sieciówkach. Często wtedy pojawia się pytanie – to gdzie w takim razie kupujesz ubrania? Na to wlaśnie pytanie chciałabym na moinob odpowiadać.

 

W poprzedniej części cyklu „Ubieram się” mówiłam o ubraniach vintage, dziś skupię się na polskich projektantach i zacznę od pewnej wstydliwej historii.

Dawno, dawno temu – tak dawno, że już nie pamiętam – pewnie około roku 2012 pierwszy raz przyszło mi do głowy, że chcę mieć coś z kategorii odzież/dodatki wyprodukowanego w Polsce. Lat miałam wtedy szesnaście, zapału sporo, konta w banku – brak. Mieszkałam wtedy w Szczecinie (pod Szczecinem), a polską modę można bylo tam znaleźć jedynie w Cepelii.

Całymi dniami oglądałam na Facebooku prace polskich projektantów (zatrważająca część z nich w zawodzie nie pracuje już od lat), aż trafiłam na Animal Kingdom. To było to! Jak już wspomniałam, nie nmiałam konta w banku i pomysł trzeba było skonsultować z Mamą (którą teraz sama jest wielką fanką zakupów na Showroomie). Wtedy nie była zachwycona. Nie mogła zrozumieć, czemu koniecznie chcę zamówić coś w ciemno przez Internet. Internet wtedy kojarzył się jeszcze niektórym z meandrami niebezpieczeństwa. W międzyczasie zawiniła jeszcze poczta i a przesyłkę trzeba było czekać kilka tygodni, przez co cała akcja wzbudzała jeszcze więcej podejrzeń (proszę się tu nie śmiać; śmiem twierdzić, że nie byłyśmy w tym wówczas odosobnione).

Po jakimś czasie bransoletka z łosiem dotarła, a ja byłam przeszczęśliwa. Coś mi wtedy mówiło, że nie będzie to mój ostatni polski zakup. W międzyczasie bransoletkę przerobiłam na kolczyk i bardzo nam razem dobrze (jak wygląda w formie kolczyka, możecie zobaczyć tu). Obecnie kupowanie u polskich projektantów stało się bardziej popularne i nie wiąże się już z takimi emocjami.

Jeśli jeszcze nie do końca czujesz się przekonana/przekonany, koniecznie zerknij na trzy podstawowe korzyści płynące z kupowania ubrań polskiej produkcji.

 

Oryginalność
Jest to oczywiście kwestia sporna, bo w czasach, kiedy każdy uważa, że może projektować (choć nie każdy powinien), na rynek wypływa masa koszmarków. Jednak – co bardzo lubię powtarzać – szalenie modne jest używane własnego rozsądku i wierzę, że jesteś w stanie odróżnić nieestetyczny koszmarek od czegoś wyjątkowego.

Jeśli zaś chodzi o niepowtarzalność – zakupy u projektanta związane są z mniejszym ryzykiem zobaczenia na ulicy osoby identycznie ubranej osoby. Kupując w sieciówkach, nie łudzisz się chyba, że możesz wygladać wyjątkowo? Zdolności stylizacyjne na niewiele się zdadzą.

 

 

Dobrobyt
Lubimy narzekać. Do narzekania odnosimy się niejako z mickiewiczowskim krytycyzmem miłującym. Jakkolwiek nie byłoby to urocze i takie nasze, wychodzę z założenia, że jeśli coś mi się nie podoba, próbuję to zmienić. Nie zawsze da się od razu, ale fajnie być chociaż elementem układanki. Nie podoba Ci się Polska zalana chińszczyzną z AliExpress? Nie głosuj na nią swoim portfelem! Wspieraj firmy, które przyczyniają się do budowania takiej Polski, w której faktycznie chcesz żyć. Zostawianie pieniędzy w swoim kraju na pewno an to wpływa.

 

Umacnianie własnego stylu
I nie mam na myśli tylko tego osobistego. Rok temu na Fashion Talks x HUSH Warsaw duskutowano nad tym, czy polski styl istnieje. Podobno jeszcze nie, a jesli już, to rodzi się w bólach. Ale wiesz, co jest super? Nawet jeśli go nie ma, to ukształtować mogą go tylko tacy ludzie jak Ty czy ja – konsumenci polskiej mody. Myślisz pewnie – byłoby super mieć realny wpływ, ale... Masz go już teraz i tylko od Ciebie zależy, czy wydasz pieniądze na trzy książki, które powiedzą Ci, jak być stylową Francuską, czy może kupisz pierścionek polskiej marki.

 

A Ty dlaczego kupujesz ubrania polskich projektantów? Jestem ciekawa, jakie są Twoje motywacje.

 

 


Na zdjęciach mam na sobie:

spódnicę od Moniki Kubatek

popisową marynarkę z H&Mu (kupioną w roku 2008)

płaszcz szyty przez krawcową

okulary od Chloé

baleriny z Venezii