Ubieram się: vintage

We wtorek pisałam o tym, dlaczego nie kupuję w sieciówkach. Minęło pięć lat i nie tylko nie jestem już o tych sklepów zależna, ale też poznałam wiele alternatyw dla tych sklepów. Promowanie różnorakich miejsc nabywania odzieży było jednym z powodów założenia Moinob.

Dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam o ubraniach vintage. Nie są one wprawdzie podstawą mojej szafy, bo i niełatwo jest znaleźć sklep oferujący takie ubrania w przyzwoitym stanie i cenie. Mianem vintage określa się ubrania starsze niż 25 lat – wiek wpływa znacząco na ich cenę i niejednokrotnie także na stan, w jakim jest ubranie.

Większość rzeczy vintage odziedziczyłam. Na Instagramie pokazywałam już kiedyś kurtkę z Mody Polskiej (Mamy) z roku 1986 i sukienkę Babci (początek lat pięćdziesiątych). Trzy lata temu do kolekcji dołączył również trench Burberry.

Wtedy właśnie pierwszy raz zetknęłam się z modą vintage w większym wymiarze. W Polsce trwał szał na lumpeksy, a pojedyncze pasjonatki mody może jeszcze łudziły się, że upolują tam swoją chanelkę. Wakacje spędzałam wówczas w Dublinie i w czasie jednego ze spacerów trafiłam na sklep specjalizujący się w wiekowych ubraniach z wyższej półki.

Chodziłam się między wieszakami, odkrywając coraz to nowe rzeczy, które zachwycały projektem, wykonaniem, jakością. Moją uwagę przykuła szara plama, wisząca na przeciwległej ścianie. Płaszcz Burberry, we własnej płaszczowości. Sięgający do połowy łydki, w moim przeświadczeniu gołębiowy, pozbawiony firmowej kratki (zdecydowanie zaleta!). Przymierzyłam, uśmiechnęłam się do jego odbicia w lustrze i wyszłam. Pewnie zapomniałabym o nim, gdyby kuzynka nie zdecydowałaby się sprezentować mi go na osiemnastkę.


Z natury jestem dość nieufna i cieżko było mi uwierzyć, że oryginalny płaszcz tak szanowanej marki może kosztować 80 euro. Wieczorem obejrzałam go jeszcze raz. Spojrzalam na metkę i osłupiałam. „Burberrys? jakie Burberrys?! kupiłam podróbkę”. Dzień później, właściwie z sercem na ramieniu, poszłam na Grafton Street do butiku Burberry. Po raz pierwszy wybrałam się do całkiem-drogiego-butiku w konkretnym celu. Tym razem wiedziałam, że jeżeli ktoś może mi pomóc, to prawdopodobnie przebywa właśnie tam. Stanęłam przed owitą w czerń sprzedawczynią i przedstawiłam swoją sprawę. Parę razy zostałam jeszcze przekierowana. Pani-Specjalistka-Od-Marki-Burberry(s) obejrzała płaszcz i stwierdziła, że prawdopodobnie jest oryginalny. Zostałam jeszcze poproszona o numer telefonu, a jeszcze lepsza PSOMB zadzwoniła następnego dnia i przez telefon omawiałyśmy poszczególne detale płaszcza. Nieszczęsne „s” okazało się egzystować kiedyś przy nazwie firmy na tej samej zasadzie jak Saint Lauren był kiedyś YSL.

Kwestię oryginalności płaszcza roztrząsałam jeszcze długo. Odpuściłam sobie wysyłanie go do ekspertyzy do głównej siedziby Burberry (słyszałam, że istnieje taka możliwość). Pokazywałam go jednak kilku osobom, które modą zajmują się dłużej niż ja – oryginalność płaszcza potwierdzają m.in. pani Joanna Bojańczyk (dziennikarka) i pani Aleksandra Trella (pracująca w łódzkim muzeum włókiennictwa).


Wnioski?

1. Oceń miejsce, w którym kupujesz

Na portalach społecznościowych niezadowoleni klienci nie zostawiają często suchej nitki na sklepach oferujących produkty wątpliwej jakości. Niech będzie to dla Ciebie ostrzeżenie, zachęta do większej rozwagi. Zdanie lepiej wyrobić sobie samemu, oglądając butik lub rozmawiając z jego pracownikami.

 

2. Poznaj historię marki

Filmy dokumentalne, biografie projektantów czy książki o historii mody obfitują w informacje dotyczące rewolucyjnych rozwiązań stosowanych przez danego projektanta oraz przedstawiają przekrojowy obraz firmy. Również te szczegółowe – zmiana nazwy czy logo.

 

3. Prześledź archiwalne kolekcje

Z jakich materiałów powstają ubrania, które chcesz kupić? W jakich kolorach produkowane są torebki? Większość firm trzyma się własnych wewnętrznie ustalanych zasad. Jeśli za dekadę wejdziesz do sklepu vintage i zobaczysz tam torbę Stelli McCartney ze skóry – możesz mieć pewność, że nie jest oryginalna.

 

4. Obejrzyj szwy

Krzywo wszyte kieszenie, odpadająca podszewka czy nienaturalnej wielkości metka powinny wzbudzić Twoja czujność. Dokładnie prześledź wszystkie detale, a nuż w wyskoczy jakaś schowana metka z napisem „made in China”. Nie na to prawdopodobnie chcesz wydawać swoje pieniądze.

 

5. Nie wstydź się pytać

Na pewno znasz kogoś, kto na historii mody lub konstrukcji odzieży zna sięlepiej niż Ty. W większych miastach znajdują się również butiki specjalizujące się w towarach luksusowych. Ich pracownicy są zazwyczaj przemili i – przede wszystkim – znają się na rzeczy. Z pewnością odpowiedzą na Twoje pytania, a ty dokonasz zakupu świadomie.