Reżyseria: Sabine Carbon, Felix Oehler

 Dotąd jej suknie świeciły światłem odbijającym się od kryształków i cekinów. W roku 1958 Marlene Dietrich zażyczyła sobie sukni zasilanej prądem. Jej życzenie spełnia się dopiero 25 lat po śmierci.

Świecącą suknię zgodnie z zamówieniem Dietrich, której powstanie w latach 50. uniemożliwił niedostateczny rozwój techniki, w roku 2017 przygotowały projektantki Lisa Lang (ElektroCouture) i Anja Draga. Film pokazuje historię suknii, której nigdy nie udało się wykonać i to jak w XXI wieku realizuje się pomysły sprzed 60 lat.

 W roku 1958 Dietrich była już po pięćdziesiątce i szukała wszelkich dostępnym sposobów, by zwrócić na siebie uwagę. Suknię zaprojektować i wykonać miał hollywoodzki projektant Jean Louis (ten sam, który kilka lat później zaprojektował suknię, w której Marilyn Monroe śpiewała „Happy Birthday Mr. President”). Poszczególnie elementy stroju omawiane były listownie, stąd właśnie znamy wszystkie szczegóły. Suknia miała być długa, prawie przezroczysta, pokryta kwiatami – to między nimi miały być poukrywane maleńkie żarówki. Ze względu na delikatną konstrukcję nie mogła być wyposażona w żadne baterie. Pod wpływem ciężaru mogłaby się zarwać. Planowano zasilać ją poprzez podeszły butów mające styczność z metalową płytką umieszczoną na podłodze, która miała przewodzić prąd (z dzisiejszej perspektywy wiemy, że byłoby to śmiertelnie niebezpieczne, a taki sposób obejścia z prądem mógłby doprowadzić piosenkarkę do zawału). A to wszystko miało wydarzyć się w Las Vegas w czasie występu w Hotelu Sahara.

 Mimo dokładnego planu suknia nigdy nie powstała. Aż do dzisiaj. W dodatku w rodzinnym mieście Marlene Dietrich Berlinie. Nieprzypadkowo zajęła się tym firma ElektroCouture, która już wcześniej miała w asortymencie świecące ubrania. Wszystkie wyposażone w kartę SIM (regulacja oświetlenia następuje poprzez wysłanie smsa na numer połączony z kartą).

 W skład „nowej” sukni Marlene Dietrich wchodzą (oprócz tkaniny, która została odwzorowana w 100%) żarówki LED, kryształki Svarowskiego i kwiaty drukowane techniką 3d. Dokument szczegółowo pokazuje proces jej powstawania oraz zestawia go oraz towarzyszące mu motywacje z warunkami pracy Marlene Dietrich i Jeana Louisa.

Film można zobaczyć na stronie telewizji Arte.tv.

 


Po mojej niedawnej przygodzie z maratonem filmów o Coco Chanel, dość sceptycznie podchodzę do filmów o modzie innych niż dokumentalne. Przed obejrzeniem "Girlboss" zadałam sobie dwa pytania:

 

- czy jest szansa, że czegoś się dowiem?

- czy stopień fabularyzacji nie zabierze mi całej przyjemności z obejrzenia tego serialu?

 

Prawdę mówiąc, dowiedziałam się niewiele. Jeśli szukasz informacji o historii Nasty Gal, nie będzie to serial dla Ciebie. Sophie Amoruso – założycielka firmy – brała udział w pracy nad scenariuszem, z pewnością miała więc duży wpływ na sposób przedstawienia głównej bohaterki. Serialowa Sophie jest wredna, kradnie po sklepach, nie szanuje swojej jedynej przyjaciółki. Konsekwencje? W serialowym świecie Girlboss konsekwencje w zasadzie nie istnieją. Ostatecznie i tak wszyscy Sophie wybaczą i będą chcieli pomagać dalej.

 

Niewątpliwym plusem serialu - w kontekście przyjemności oglądania - jest podróż do roku 2006. Jak się wtedy ubieraliśmy? Jakiej muzyki słuchaliśmy? Co jedliśmy? Jak mieszkaliśmy? W przejaskrawiony i wyidealizowany sposób pokazane jest pierwsze dziesięciolecie XX wieku w wydaniu amerykańskim.

 

Taka też jest ta historia - american dream, od pucybuta do milionera. Od zadłużonej Sophie z problemem z przepukliną do szefowej. Jak kończy się ta historia, wiemy zapewne wszyscy - jakiś czas temu wyszło na jaw, że Nasty Gal ma problemy finansowe, szefowa nie najlepiej traktuje swoich pracowników, a przyszłość firmy nie będzie tak różowa jak okładka książki napisanej przez Sophie Amoruso.

 

W rzeczywistości serialowej Sophie otwiera własną stronę internetową i wyprzedaje z niej wszystko w kilka godzin. Jak dalszy ciag historii zostanie przedstawiony w serialu? Tego nie wiemy, ale biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, na pewno ciekawie będzie oglądać historię, której już teraz jesteśmy świadkami. Na pewno chętnie obejrzę drugi sezon w czasie ewentualnego przeziębienia, niesprzyjającej aury czy zwykłego lenia.

reżyseria: Vlad Yudin

 

Projektant ludzi. Projektant wśród ludzi. O Jeremym Scotcie opowiadają celebrytki noszące jego ubrania, współpracownicy oraz rodzina. Sam też mówi co nieco, ale pierwsze skrzypce grają jego najbliżsi.

Historia zaczyna się, gdy Scottowi zostaje zaproponowane stanowisko głównego projektanta Moschino (było to jesienią roku 2013), a kamera towarzyszy mu mniej więcej przez następny rok. Pokazane są przygotowania i pierwszy pokaz marki. Jak doszło do tego, że na wybiegu pojawiło się logo McDonald’sa? Jaki związek z kolekcją mają krowy? Scott o wszystkim Wam opowie.

 

O nim opowiedzą inny. W filmie pojawiają się m.in. Rihanna, Paris Hilton i Rita Ora – pół świata popkultury. Łącznie z Katy Perry żującą gumę, w czasie gdy Miley Cyrus wręcza Scottowi nagrodę Projektant Roku. Jedną z ciekawszych postaci jest Carlyne Cerf de Dudzeele – francuska stylistka – pomagająca Scottowi w pracy nad pokazem. Ta sama, która w roku 1988 stylizowała pierwszą okładkę Vogue’a Anny Wintour.

 

Sukces – a w przypadku Jeremy’ego Scotta określenie to nie jest przesadą – zestawiony zostaje z historią chłopaka urodzonego w Kansas City (w stanie Missouri), który marzył o tworzeniu mody i studiach na nowojorskim Fashion Institute of Technology. W liście odmownym przeczytał, że brakuje mu kreatywności i nie jest wystarczająco dobry, by zostać projektantem. Scott ani myślał jednak się poddawać i konsekwentnie szedł do przodu. Można by rzec – historia z morałem.

 

Z tego też względu film może zainteresowac nie tylko pasjonatów mody (tej nie ma w nim znowu aż tak wiele, choć bardzo doceniam wszelkie zbliżenia na maszyny do szycia). Z pewnością jest jednak ciekawym zapisem tego, jak branża ta funkcjonuje współcześnie.

 

 


Na konferencji "Deutsch-französische Einflüsse und Wechselbeziehungen" (Niemiecko-francuskie wpływy i korelacje) Adelheid Rasche – niemiecka badaczka mody – powiedziała, że pisząc o modzie, trzeba być jednocześnie dziennikarzem i świetnym detektywem. Odkąd uświadomiłam sobie istnienie tej detektywistycznej cząsteczki, pilnuję jej jak oka w głowie.

Na Facebooku pisałam wczoraj o przypadku, który sprawił, że w ciągu tygodnia obejrzałam wszystkie firmy opowiadające o życiu Coco Chanel. Chętnie podzielę się z Wami tym doświadczeniem :D

 

Kilka słów wstępu, czyli skąd tyle emocji?
Prawdę mówiąc, nie przepadam za postacią Coco Chanel i jeśli uważasz ją za absolutną ikonę stylu, zapewne uznasz mój wpis za obrazoburczy. Odkąd zaczęłam interesować się historią mody, zauważyłam, że nieważne, czy działo się to 50 lat temu, czy 150 – zawsze najważniejszy był marketing. Dużo mówi się o karierze Charlesa Fredericka Wortha, który rzekomo był pierwszym projektantem. Kto pamięta Hermanna Gersona tworzącego konfekcję od roku 1848? Dom mody Wortha powstał dokładnie dziesięć lat później. Pozwólcie mi być odrobinę nieufną.

 

Cztery filmy, cztery (?) historie

 

Chanel - Samotność nr 5 (Chanel Solitaire) – 1981
Pierwszy film poruszający temat życia projektantki powstał w dziesięć lat po jej śmierci i dwa lata przed objęciem sterów w Chanel przez Karla Lagerfelda. Sytuacja nie miała się wtedy kolorowo, a dom mody utrzymywał się głównie ze sprzedaży perfum. Film również nie przedstawia marki (ani samej Coco) w najlepszym świetle. Jest aczej opowieścią o kobiecie marzącej o niezależności, a w obliczu rozstania rzucającej się z płaczem na dywan. Należy wziąć poprawkę na to, że powstał on na początku lat 80. Nie wydaje mi się, żeby scena, w której główna bohaterka wypija w ogrodzie kieliszek szampana i rzuca go za siebie, była wówczas zachowaniem na porządku dziennymi. Nie można odmówić jej jednak ekspresji, co tylko wzmacnia efekt taniości.

 

Reżyser: George Kaczender

Kostiumy: Rosine Delamare

Państwo produkcji: Wielka Brytania, Francja

 


Coco Chanel – 2008
Jeśli myślisz, że skoro aktorka przedstawiona na plakacie ma więcej niż dwadzieścia lat, istnieje szansa, że dowiemy się czegoś więcej o powojennym życiu Chanel – mylisz się. Wykorzystana została retrospekcja, a cała historia o sierocińcu, pracy modystki, śpiewaniu i romansach zostaje opowiedziana raz jeszcze. Pozwolicie, że nie wdam się w szczegóły. Muszę jednak przyznać, że na tle pozostałych trzech ten film najbardziej zapadł mi w pamięć – wszystko przez drobną pomyłkę.

 

Paryż, rok 1918 – koniec I wojny światowej:

Filmowa Coco rozmawia z Ernestem Beaux (który swoją drogą do 1919 roku był w wojsku), chwilę potem przychodzi do niej Aleksandra Romanowa, ostatnia caryca Rosji i mówi „Szczerze mówiąc, nie mam ani grosza, przez rewolucję wszystko straciłam. Może zatrudnisz mnie jako sekretarkę lub asystentkę?”. Jest mały, malusieńki problem – 17 lipca 1918 roku cała rodzica Romanowów została wymordowana. Przypuszczam, że martwa Aleksandra Romanowa nie mogła prosić Coco Chanel o pracę. Musiało to umknąć uwadze ekipy filmowej.

 

Nie znoszę, kiedy jako widz bądź czytelnik jestem brana za debila i znacznie wpłynęło to na mój odbiór filmu.

 

Reżyser: Christian Duguay

Kostiumy: Stefano De Nardis, Pierre-Yves Gayraud

Państwo produkcji: Włochy, Francja, Wielka Brytania

 


Chanel i Strawiński (Coco Chanel & Igor Stravinsky) – 2009
Po tym filmie spodziewałam się wiele. Strawiński wystepował dotychczas dosyć epizodycznie i miałam nadzieję, że autorzy scanariusza znaleźli w biografii Chanel ciekawy smaczek. Poznajemy Strawińskiego, jego żonę, dzieci i nie byłoby może najgorzej (zawsze to nowy epizod odgrzewanej na trzy sposoby historii), gdyby nie wszechobecne sceny erotyczne. Coco Chanel i Igor Strawiński mieli romans. Nie ulega to wątpliwości i informacja ta na pewno zostanie ze mną na dłużej. Czy jest to najważniejszy fakt z życia projektantki, która podobno zrewolucjonizowała świat mody?

 

Reżyser: Jan Kounen

Kostiumy: Charlottoune Bourrec, Fabien Esnard-Lascombe

Państwo produkcji: Francja

 


Coco Chanel (Coco before Chanel) – 2009
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że oglądaliście ten film. Osiem lat temu można było zobaczyć go w polskich kinach. Tym razem tytuł uczciwie ostrzega widza, że zaserwowana zostanie mu historia Coco, zanim stała się marką Chanel. Po raz kolejny poznajemy losy dziewczynki, która zamiast do Ameryki zostaje odwieziona do sierocińca. Śpiewa, żeby zarobić na życie, romansuje, płacze po śmierci ukochanego mężczyzny, z pięciu zaprezentowanych jej zapachów, wybiera ostatnią próbkę...

 

Sama widziałam ten film w kinie jako trzynastolatka, a po powrocie do domu ustawiłam zdjęcie Audrey Tautou na tapetę mojego komputera. Czemu teraz nie mogę się zachwycić? Nie mam już trzynastu lat i pierwsza lepsza miłosna opowiastka nie wprawia mnie w osłupienie. Prawdziwą historię cenię sobie bardziej niż sztuczną biżuterię czy perfumy z wypisaną klasyczną piątką na flakonie.

 

Reżyser: Anna Fontaine

Kostiumy: Catherine Leterrier

Państwo produkcji: Francja

 

Oglądać czy nie oglądać?
Oczywiście, że oglądać! Póki nie obejrzysz, możesz jedynie bazować na mojej opinii. Opinia własna zawsze jest lepsza niż cudza. Zaznaczam jednak, żeby nie brać tych filmów zbyt poważnie i nie traktować ich jako źródło wiedzy historycznej.

Dla tych, których zachęciłam do obejrzenia któregoś z filmów, przygotowałam ściągę, która pomoże Wam ułożyć w głowie fakty dotyczące – tym razem – zawodowego życia Coco Chanel.

 


Coby nie kończyć wpisu na smutno, bez zaserwowania sporej porcji wiedzy, załączam zdjęcie klasycznej małej czarnej (w żadnym z czterech filmów nie zostało należycie wyjaśnione, jak ona wygląda) i polecam Wam artykuł Jessy Krick pracującej w nowojorskim Metropolitan Museum (skąd również pochodzi zdjęcie małej czarnej).