Czy 200zł za parę butów to dużo? Opłaca się kupić sukienkę za 300zł? Kurtka za 500 zł – brać? Jak zawsze w takich sytuacjach jedyna poprawna odpowiedź brzmi: to zależy.

W tym wpisie chciałabym przedstawić Wam kilka ubrań, które w czasie zakupów wydawały mi się być zdecydowanie za drogie, a z biegiem lat okazały się być zwyczajnie świetną inwestycją.

Wszystkie te rzeczy są w świetnym stanie i z żadną z nich nie mam zamiaru się żegnać. Oznacza to, że ich koszt użytkowania w sklai roku będzie się obniżał. Ale nie chodzi przecież jedynie o pieniądze.

  • Twój czas

Mnie korzyść tak przekonuje najbardziej. Jestem dość zajęta – Ty na pewno też – dlatego niekoniecznie chcę poświęcać co sezon masę czasu na robienie zakupów. Kupując rzadziej, mam więcej czasu na to, co dla mnie ważne.

 

  • Twój spokój

Nie wiem, jak Wy, ale ja nie lubię nowych ubrań. Muszę je najpierw oswoić, zastanowić się, do czego je nosić. Kupując rzadziej, rzadziej też jestem w sytuacji, w której muszę rozmyślać nad tym, jak, do czego i z czym powinnam tę rzecz zestawiać. Mniej nowych bodźców – więcej spokoju.

  • Środowisko

Nie trzeba chyba dodawać, że rozsądne i rzadsze zakupy są bardzo przyjazną środowisku decyzją. Mniej ubrań to równiez mniej wykorzystanych surowców, mniej opakowań...

  

O kwestiach finansowych związanych z kupowaniem ubrań chciałabym w tym roku napisać trochę więcej. Zależy mi na tym, żeby skłonić Was do zastanowienia się nad tym, ile faktycznie kosztują Wasze ubrania i czy rzeczywiście stać Was na to, co macie w szafie.

Sama analizowałam to u siebie przez ostatnich kilka lat ;)

Postanowiłam, że raz na kwartał będę Wam się meldować i – jak na spowiedzi – relacjonować, ile pieniędzy wydaję na ubrania. Pierwszy wpis już pod koniec marca.

Jestem ciekawa, jak wygląda to u Was – wiecie, jaką część budżetu przeznaczacie na ubrania?

Aż ciężko uwierzyć, że to już rok. Blogi (w dodatku o modzie) prowadziłam z przerwami od roku 2010, ale nigdy nie starczyło mi samozaparcia, by dojść do momentu, w którym pisanie staje się codziennością. Dzisiaj mogę powiedzieć, że nie pamiętam już dnia, w czasie którego nie pisałabym, nie robiłabym zdjęć czy nie obmyślałabym strategii działania Moinob.

Z okazji pierwszych urodzin bloga piszę o dwunastu wnioskach, które wyciągnęłam dzięki roku blogowania.

Moda:

1. Jak zmieniają się style w modzie?
Cztery z dwunastu miesięcy spędziłam w Moskwie, a większość czasu tam – w Muzeum Mody. Największe wrażenie zrobił na mnie wykład, w czasie którego analizowaliśmy zdjęcia robione przez entnografów i porównywaliśmy je z tzn. modą etno. Niby oczywiste, że będą różnice, ale taka analiza uświadamia, jaką rolę w modzie pełni interpretacja. Tu pisałam więcej na ten temat.

2. Znajomość historii mody jest przydatna
Analizując wyniki z Google Search Console, zauważyłam, że wpisy dotyczące historii mody, mają najwięcej wejść z wyszukiwarek. Cieszy mnie to ogromnie, a mnie samej tworzenie ich ułatwia rozumienie współczesnej mody.

3. Modę można spotkać na każdym kroku 
W tym roku wyjątkowo dużo uwagi poświęcałam nie temu, ile czytam a raczej temu, co czytam. Na fali fascynacji rodziną Romanowów moje zainteresowania czytelnicze skierowały się również w stronę książek dotyczących historii. Nie spodziewałam się, że znajdę w nich tak dużo informacji dotyczących mody. W książce „Dziewczyny z Syberii” trafiłam na taki cytat.

4. Życia nie starczy, by zetknąć się z każdym jej aspektem
Kiedy zdecydowałam się na założenie podcastu o modzie, wiedziałam, że nie będę prowadziła tam rozmów z osobami z pierwszych stron gazet. Oni swoje już powiedzieli, często mówią o tym samym, a tematy są dość oklepane. Chciałam poszukać czegoś więcej (ok, to dopiero jest wyświechtany frazes!). Póki co gośćmi podcastu byli: historyk mody o statusie celebryty (odcinek 2), krawcowa z trzydziestoletnim doświadczeniem (odcinek 3), blogerka – z wykształcenia pedagog – łącząca modę i pedagogikę (odcinek 4), pierwsza w Polsce style coach (odcinki 5 i 6).

 

Ubrania:

5. Domowy proszek do prania
Już w podsumowaniu roku u Ani Fit wspominałam o książce „Życie zero waste”, którą uważam za moje największe odkrycie 2017. Zorientowałam się właśnie, że nie mam ani jednego zdjęcia tej książki – tak mnie zachwyciła, że od razu zaczęłam ją pożyczać znajomym. W Boże Narodzenie zaczęła rundę po rodzinie :D
Testowałam wiele przepisów z tej książki, ale moim największym hitem jest proszek do prania własnej roboty. Wystarczą dwie łyżki proszku na pełną pralkę!

6. Plecak
Jakiś czas temu pytałam znajomych, czy uważają mnie za bardziej „butową” czy „torebkową”. Wszyscy bez wahania odpowiadali, że jestem zdecydowanie „torebkowa”. Na pomysł posiadania plecaka wpadłam w lutym, uznałam to jednak za tak duże szaleństwo, że datę kupna wyznaczyłam na jesień. Od września nie mogę żyć bez plecaka, a to tym, jak cudowne jest życie we dwoje, pisałam tutaj.

7. Wyszywanka
Tegorocznych wakacji na Ukrainie nie wspominam wprawdzie najlepiej, Lwów również nieszczególnie mnie zachwycił, ale gdybym – tak czysto hipotetycznie – miała wybrać się gdzieś na duże zakupy, ostatnie pieniądze zostawiłabym we Lwowie. To właśnie tam kupiłam najbardziej niesamowitą sukienkę, jaką w życiu widziałam, a dzięki niej zrozumiałam, czemu mało kto nosi już wyszywanki. Więcej o wyszywance pisałam tutaj.

8. Cierpliwość jest sexy
Często w różnych wpisach wspominałam o tym, ile czasu potrzebowałam, by podjąć decyzję o zrobieniu zakupów. Wasze komentarze skłoniły mnie do rozwinięcia tego tematu i napisania o tym, jak fajnie jest kupować buty po prawie dwóch latach analizowania wszystkich za i przeciw.

Jak mówić o modzie?

9. Bez pokazywania
Największy sukces tego roku – założyłam pierwszy w Polsce podcast o modzie. Wszystkich odcinków możecie posłuchać tutaj, a ja po raz kolejny najserdeczniej dziękuję Markowi Jankowskiemu – autorowi podcastu Mała. Wielka Firma – za inspirację!

10. Konkretnie
Tym razem bez linkowania, bo aż wstyd. W 2017 powstała jedna taka recenzja, po której musiałam powiedzieć sobie głośno – kiedy piszę o wystawie, piszę o wystawie – kiedy o projektancie, o projektancie.

11. Krótko
Nikt nie czyta elaboratów, ale cykle są super. Szczególnie zadowolona jestem z cyklu o trendach, który właściwe dobiega końca. Już wkrótce podsumowanie mojej walki z wiatrakami, w której opowiadam o trendach jako o zjawisku socjologicznym.

12. Z różnych perspektyw
Jednym z postanowień na rok 2017 było poszerzenie swojej wiedzy dotyczącej historii mody. Udało się! Miałam szczęście trafić na zajęcia z historii mody na wydziale sztuki MGU. Wykładowczyni Ksenia Trushina prowadziła zajęcia jak rozmowę. Oglądaliśmy filmy, masę zdjęć, chodziliśmy na wystawy, a potem o tym gadaliśmy. Zachęciło mnie to nie tylko do chłonięcia większej ilości różnorakich treści, ale też założenia cyklu „Bonus”.

Nie sposób nie wspomnieć o ludziach, których dzięki blogowi poznałam. Cieszę się, że miałam możliwość poznać m.in. Dominikę Łukoszek (Modologia), Piotra Szaradowskiego – póki co niestety tylko online – (Muzealne Mody), Anię Fit (Anna Fit), Ewę Zielińską (Rykoszetka), Martę Pacholczyk (Chytra Sztuka), Justynę Krawczyk (New style academy) i Pingshę Zhou (SUI) i wiele innych osób.

Najważniejsze podziękowania należą się Wam Czytelnikom Moinob – dziękuję Wam za dwanaście miesięcy spędzonych razem ;)

 

Jakiś czas temu na Facebooku zapytałam Was o to, co byście powiedziały, gdybym przetestowała kilka par rajstop. Dziękuję Wam za tak żywą reakcję i melduję się z planem działania. Planuję przetestować dziesięć par rajstop z ośmiu różnych firm.


Czemu zdecydowałam się na przeprowadzenie testu?

Od paru lat chodzę jedynie w sukienkach i spódnicach, rajstopy przez większość roku noszę więc codziennie. Dotychczas nosiłam rajstopy tylko jednej firmy – produkującej oczywiście w Polsce – Gatta. Sądząc po komentarzach, które zostawiłyście na fanpage’u Moinob, u Was sprawa ma się podobnie. Pomyślałam, że fajnie byłoby rozejrzeć się po ofercie innych firm.

Kryteria wyboru:

Od razu odpadały rajstopy produkowane poza granicami Europy. Wspieram firmy produkujące lokalnie, a przynajmniej na tyle lokalnie, jak to tylko możliwe.

Jakie są ceny rajstop, które wybrałam?

Najtańsze kosztowały 8,7 zł, natomiast najdroższe – 17 euro (ok. 75 zł).

Co jest dla mnie najważniejsze?

Przede wszystkim zwracam uwagę na to, jak wytrzymałe są dane rajstopy. Właśnie po to poświęcam teraz czas na przetestowanie dziesięciu par, by później rajstopy kupować rzadziej. 

Lista rajstop:

Adrian
60 DEN – 14 zł – poliamid 78% elastan 22% – wyprodukowano w Polsce

FiORE
60 DEN – 11,5 zł – poliamid 95,2 % elastan 4,8 % – wyprodukowano w Unii Europejskiej

Gabriella
40 DEN – 9,4 zł – poliamid 85% elastan 15% – wyprodukowano w Polsce
60 DEN – 11,7 zł – poliamid 85% elastan 15% – wyprodukowano w Polsce

Gatta
100 DEN – 14 zł – poliamid 95% elastan 5% – wyprodukowano w Polsce

Knittex
40 DEN – 8,7 zł – poliamid 94% elastan 6% – wyprodukowano w Polsce
60 DEN – 11,3 zł – poliamid 94% elastan 6% – wyprodukowano w Polsce

Marilyn
40 DEN – 14,9 zł – poliamid 80% elastan 20% – wyprodukowano w Polsce

Mona
60 DEN – 14 zł – poliamid 93% elastan 7% – wyprodukowano we Włoszech

Wolford
70 DEN – 17 euro – poliamid 94% elastan 6% – wyprodukowano w Austrii

Jak będę testować?

Każdą z par planuję nosić przez tydzień i codziennie wieczorem prać ją ręcznie. Ceny są bardzo różne, składy prawie identyczne. Chcę odpowiedzieć więc na pytanie, czy te rajstopy czymkolwiek się różnią i które ceny wydają się być rozsądne.

Bez Was nie dam rady!

Na Facebooku pisałyście mi, że większość z Was ma doświadczenia z rajstopami z Gatty. A może znacie też inne firmy wymienione w zestawieniu? Dawajcie znać – czy to w komentarzach, czy pisząc maila na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Wszystkie opinie wezmę pod uwagę, publikując wyniki testów na początku marca ;)

Początki działają na mnie szalenie energetyzująco. Początek roku przypadający w dodatku tym razem w poniedziałek sprawił, że choć zarzekałam się, że o teście rajstop napiszę dopiero na początku marca, pierwszą połowę testu zakończyłam jeszcze w starym roku.
Na szybszą niż oczekiwałam realizację testu wpłynęło jeszcze parę czynników. Szczegóły w recenzji poszczególnych par rajstop ;)

Wstępne wnioski:

1. Rozmiar rozmiarowi nierówny
Wtopę zaliczyłam wprawdzie tylko z jedną parą (nie zmieściłam się w nie, choć był to teoretycznie mój rozmiar), reszta była jak najbardziej ok. Uświadomiło mi to jednak, że rozmiary poszczególnych firm różnią się międzysobą i zawsze trzeba czytać tabele rozmiarów. Niby proste, ale ja zwykle szłam do sklepu „po trójki”.

2. Rajstopy różnią się między sobą
Rozpoczynając test, myślałam, że nie ma on zbyt dużego sensu (a do zrealizowania go przekonało mnie głównie Wasze żywe zainteresowanie tym pomysłem). Wydawało mi się, że wszystkie rajstopy są do siebie tak podobne, że właściwie nie będzie czego testować. Nic bardziej mylnego – rajstopy różnią się w dotyku, materiał w różnym stopniu się rozciąga, nawet czerń czerni nie jest równa.

3. Kryteria
Oprócz ceny czy składu ważnym kryterium oceny całościowej jest wygoda użytkowania. Nie wiem, jak lepiej to nazwać, póki co nie wiem też, od czego dokładnie to zależy, ale dziwnym trafem niektóre rajstopy zjeżdżają w pasa jakgdyby były skoczkami narciarskimi, inne – trzymają się mocno

Recenzja:

Adrian
60 DEN – 14 zł – poliamid 78% elastan 22% – wyprodukowano w Polsce
Pomyłka z rozmiarem. Mimo że zgodnie z tabelą rozmiarów rajstopy powinny na mnie pasować, udało mi się wciągnąć je jedynie do wysokości ud i na tym koniec :D

FiORE
60 DEN – 11,5 zł – poliamid 95,2 % elastan 4,8 % – wyprodukowano w Unii Europejskiej
Po pierwszym założeniu byłam z nich bardzo zadowolona. Trochę spadały, ale nieszczególnie zwróciłam na to uwagę. Kolejnego dnia nie robiłam nic innego, tylko je podciągałam, a z pracy wróciłam w rajstopach będących na wysokości kolan.

Gabriella
40 DEN – 9,4 zł – poliamid 85% elastan 15% – wyprodukowano w Polsce
60 DEN – 11,7 zł – poliamid 85% elastan 15% – wyprodukowano w Polsce
Obie pary nosiłam przez tydzień, więc póki co nie mogę ocenić ich wytrzymałości w większej skali. Na pierwszy rzut oka wydają się być bardzo dobrej jakości, są miękkie i przyjemne w użytkowaniu.

Gatta
100 DEN – 14 zł – poliamid 95% elastan 5% – wyprodukowano w Polsce
Dotychczas nosiłam tylko rajstopy Gatty i muszę przyznać, że są one dobre w każdym calu. Są mocne, wytrzymałe, dobrze znoszą pranie. Mogłyby być odrobinę bardziej miękkie w dotyku.

Podsumowanie:
Moim absolutnym hitem są rajstopy firmy Gabriella. Są bardzo miękkie w dotyku (Zimą miewam czasami problemu z suchą skórą na łydkach. Zdarzało się, że rajstopy jeszcze pogarszają ten problem. Te jakby otulały nogę pierzynką, nie podrażniając przy tym skóry). Są to jedne z tańszych rajstop, które zdecydowałam się testować. W dodatku produkowane są w Polsce, a komunikacja firmy jest bardzo poprawna.

 

Marzenia się spełniają! Raptem pięć miesięcy temu wróciłam z Moskwy, a już przedwczoraj dowiedziałam się, że w przyszłym roku znowu przez jakiś czas zamieszkam w pałacu kultury (niewtajemniczonych zachęcam do kliknięcia tutaj).


Dopiero teraz przyszło mi do głowy, że nie zrobiłam jeszcze żadnego podsumowania mojego wyjazdu. Ciekawi, co robiłam w Moskwie? Zapraszam!


1. Każdy weekend spędzałam w Muzeum Mody

Z racji tego, że sama pracuję w muzeum, większość wystaw omijam szerokim łukiem. Moja miłość do moskiewskiego Muzeum Mody była jednak silniejsza. Widziałam tam każdą wystawę pokazywaną na przestrzeni tych czterech miesięcy, byłam też na prawie każdym wykładzie o historii mody. Taka masa bodźców pomogła mi bardziej krytycznie podejść do tego, jak modę się bada i jak się o niej mówi. Jedną z takich analiz podzieliłam się z Wami tutaj.

2. Dostałam zaproszenie na moskiewski tydzień mody

Dowiedziałam się też, że zaproszenie na pokaz bez problemu można dostać w butiku projektanta – przynajmniej tak było w tym przypadku. O samym pokazie pisałam tutaj.

3. Wystąpiłam na kanale „Filosofskoe mnienie”

Było o o tyle stresujące, że pierwszego wywiadu po rosyjsku udzieliłam, jeszcze zanim przeprowadziłam pierwszy wywiad w tym języku. Jak mi poszło – możecie dowiedzieć się tutaj. W czasie pobytu w Rosji jeszcze wcześniej, bo już w marcu, udzieliłam pierwszego w życiu wywiadu. Tym razem po polsku. Poniekąd dzięki temu udało mi się poznać Anię Fit, a naszą rozmowę możecie przeczytać tutaj (cz. 1 i cz. 2).

4. Kupiłam 25 kg książek (i nie żałuję)

Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że znalezienie w Europie rosyjskich książek związanych z modą praktycznie graniczy z cudem. A tego czyniu nie tylko nie żałuję, ale mam też upatrzoną księgarnię do której wejdę i powiem „Dzień dobry, poproszę wszystko”. Jakie to będzie piękne!

5. Przeprowadziłam wywiad z Liudmiłą Aliabiewą (i wkrótce go opublikuję)

To akurat trochę niewypał – wywiad od czerwca leżał zgrany na komputer i modlił się o moją uwagę, ale tak, już, wiem, pamiętam. Niedługo opublikuję wywiad z redaktor naczelną rosyjskiego wydania magazynu Fashion Theory.

6. Poznałam Aleksandra Wassiliewa

Jadąc do Moskwy, miałam ogromną nadzieję, że uda mi się pana Wassiliewa zobaczyć. Dużo o nim słyszałam, choć nie wiedziałam, że jest aż tak populany (w Rosji znają go naprawdę wszyscy). Dzięki kilku zrządzeniom losu, udało mi się jednak porozmawiać z nim w czasie wernisażu wystawy „Moda i rewolucja” (pisałam o niej tutaj) i namówić pana Wassiliewa na wystąpienie w moim podcaście – odcinek ten znajdziecie tutaj.

7. Dużo zwiedzałam

Choć paradoksalnie nie byłam ani na Kremlu, nie widziałam cerkwi Wasyla Błogosławionego od środka, nie byłam też w mauzoleum Lenina. Za to bardzo dokładnie zwiedziłam GUM (relacja tutaj) i przeszłam dziesiątki sklepów, by dowiedzieć się, gdzie ubierają się Rosjanie (tutaj wrażenia z pewnej sieciówki)

Do tego dochodzi jeszcze masa „projektów” niedokończonych, o których na pewno opowiem Wam w przeciągu następnych miesięcy. Mam zasadę, że o „projektach” opowiadam tylko w czasie przeszłym, więc tym bardziej cieszę się, że uda mi się je dokończyć.
Powiem szczerze – wyjazd do Moskwy to najfajniejszy (i w dodatku zero waste) prezent mikołajkowy, jaki w życiu dostałam. A Wam co przyniósł Mikołaj?